POISON IDEA – Confuse & Conquer (Southern Lord)

Powroty legend, ikon niektórych gatunków przeważnie kończą się spektakularną klapą. Jedną z katastrof tego typu okazał się być nikomu niepotrzebny, nagrany na siłę i zbyt mocno zakorzeniony w latach 80., powrót Black Flag – niezaprzeczalnie jednego z najważniejszych zespołów w historii hardcore/punka. Zderzenie z rzeczywistością – rynkiem, realizacją nagrań, a przede wszystkim, z własną nieudolnością obsługi instrumentów i wykrzesania dobrych riffów pogrążyła reaktywację ikony. Na całe szczęście, braku zasadności powrotu na scenę (i do studia) przeczy najnowszy krążek Poison Idea.

Pochodząca z Portland formacja ma dekadę w plecy, głównie przez śmierć twarzy zespołu, Toma „Pig Championa” Robertsa. Dziesięć lat przerwy wykorzystano na przegrupowanie, nabranie wiatru w żagle i nagranie albumu, który dzięki udziale starych-nowych wyjadaczy, znanych z wielu poprzednich krążków grupy, brzmi jak żywcem wyjęty z chwalebnych lat 90. Czuć klimat tamtych nagrań, i choć wiek poszczególnych muzyków o tym nie świadczy, panowie zatrzymali się w czasie, grając z werwą jaka cechowała ten band ponad dwie dekady temu.Poison Idea band

Nim jednak doszło do nagrań, lider formacji Jerry A. Lang wymusił na towarzyszach określenie się, czy są gotowi aby ciągnąć ten wózek od nowa. Mimo jasnych deklaracji i pełnej mobilizacji w studio, od kilku dni wiemy już, że Poison Idea po raz kolejny zawiesiło działalność. Powodem są problemy zdrowotne. Nie ma się co dziwić. Punk w tym wieku to mocno karkołomne przedsięwzięcie. Jeśli odejdą na zawsze, „Confuse & Conquer” pozostanie doskonałym zwieńczeniem kariery. Albumem petardą, miejscami mroczną i kroczącą do przodu niczym stary, sprawdzony w bojach czołg, a co najistotniejsze, krążkiem nie trącącym myszką. Wielu młodych adeptów hc/punkowej sztuki chciałoby grać jak Poison Idea, momentami z ciężarem i finezją (solówki!) niemal jak u metalowych formacji, a jednak wciąż cholernie mocno według reguł przypisanych do kanonu gatunku.

Spuszczają wpierdol. I słusznie. Tego nam trzeba. A przy okazji, mogliby spuścić kolejny dystrybutorom ich płyt, zdzierających za „Confuse & Conquer” blisko 80 polskich nowych.

Grzegorz „Chain” Pindor

Cztery i pół