POGODNO – Sokiści chcą miłości (Mystic)

Czy Pogodno to normalny zespół, czy też organizacja paramuzyczna, tego do końca wyjaśnić się nie da, wiadomo jedynie, że to nieprzeciętny twór, który jak kameleon zmienia się z płyty na płytę. Nowe dzieło, które po kilku latach zawirowań powstało przy udziale klasycznego składu, zapewne w ogólnym szumie nie stanie się jakimś strasznym wybuchem, ale trudno nie uznać, że jest to jedna z najciekawszych, choć jednocześnie bezkompromisowych, tegorocznych płyt.

W zasadzie jedynie debiutancki album zespołu można uznać za „normalny”. Rockowa sztuka na wydanej w 2000 roku płycie „Pogodno” nosi całkiem wyraźne znamiona improwizatorskie i jako taka wyprzedziła swój czas. Kolejne płyty to zawsze zaskoczenia, poszukiwania i niecodzienne kolaboracje. Pogodno pokazuje, w jaki sposób bez obciachu można tworzyć muzykę z przymrużeniem oka, a jednocześnie bardzo poważnie; te wykluczające się zwroty są chyba najlepszym opisem ekipy, która zawsze była gdzieś obok, działała w poprzek, według własnych zasad. Ta wierność własnym ideałom była odbierana bardzo różnie – Pogodno jest zespołem, który kupuje się z całą jego „dziwnością”, albo z gruntu nie lubi. Obojętnie przejść się jednak nie da. I podobnie będzie z „Sokiści chcą miłości”.zdj Piotr Wojtasiak

Głównie dlatego, że zespół z maniakalną radochą miksuje wszystko co sobie możemy wyobrazić. Elektronikę z garażem, taneczne bity z rockiem. Powagę z błazenadą, kunszt literacki z kpiną. Łatwych rozwiązań tu nie znajdziecie, brak hamulców na pewno, choć, co jest paradoksem, muzyka na „Sokistach” jest w sumie całkiem przystępna. Ta melodyjna klamra, spinająca nowe nagrania powoduje, że nawet jeśli nie lubi się muzyki nazbyt często uśmiechającej się krzywo do słuchacza, nowe pomysły Jacka „Budynia” Szymkiewicza i spółki są strawne. Ba, przez lekką rezygnację z artystowskiego spięcia na rzecz rockowej wibracji powstała płyta, którą idealnie obrazuje okładka – niby siermiężna, ale dość wyrachowana, dziwna, ale niosąca konkretne treści. Najlepiej wypada ten bajzel w „Takiej piosence”, gdzie początkowy chaos przeradza się w miękki, taneczny puls. Jest rock’n’roll w „Miłości” i „Znienacka”. Fajnie wypada „Tak to jest”, kojarzący mi się lekko z ostatnimi dokonaniami Fisza czy klimatyczna „Właścicielka”. To tylko parę przykładów na odważne i  kompletnie szalone podejście Pogodno do muzyki.

Nie wiem, czy w bogatej dyskografii zespołu „Sokiści” staną na najwyższym podium, mam kilka innych, chyba lepszych kandydatur. Nadal jednak Pogodno wygrywa tym, że niczym piskorz wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom, robi wszystko po swojemu i jak widać, czerpie z tego bardzo dużą przyjemność.

Arek Lerch

Zdjęcie: Piotr Wojtasiak

Cztery i pół