PLUJĘ SMOŁĄ – Przepraszam, którędy do domu?

Czym jest dzisiaj muzyka house? Słusznie zapomnianym reliktem rodem z dyskotek w Nowym Jorku? A może prężnie działającą odnogą electro, która radzi sobie dobrze, ale w podziemiu? Czy stanowi ona jedynie niezły podkład do wykonywania prozaicznych czynności, czy tętni na tyle mocno, by bez reszty pochłonąć słuchacza? Zawsze miałem problem z taką właśnie formą szeroko pojmowanej elektroniki. Nie była ona wyzuta z jakiegokolwiek ładunku szczęścia na wzór ambientu, ani równie intensywna co techno czy hołubiony przez młodzież dubstep. House zawsze stał gdzieś po środku, szerokim łukiem omijając coś takiego, jak wzbudzanie emocji w odbiorcy. Ale czy to nie dziwne? Czy muzyka, która sama w sobie nie jest w stanie wzbudzić odpowiednich uczuć ma sens? A może jednak potrafi poruszyć słuchacza? Na te pytania szukam odpowiedzi przy pomocy dwóch tegorocznych propozycji muzyki-domu od Clap! Clap! i Letherette.

Clap! Clap! to nie zespół i szeroko rozumiany kolektyw, lecz po prostu sceniczny pseudonim młodego Włocha imieniem Christian Crisci. Mimo krótkiego stażu (pierwsze nagrania muzyka przypadają na marzec 2014), już od pierwszych dźwięków “A Thousand Skies” słychać, że na muzyce house Crisci zęby zjadł. Jest tu więc wszystko, czego mogliby oczekiwać fani tej stylistyki: charakterystyczne beaty skrywane pod toną słodkich melodii naznaczonych piętnem oldskulu i słuszna ekspozycja wszelkiej maści syntezatorów. Wcześniej wspomniałem, że Clap! Clap! nie jest zespołem i po pewnej refleksji dostrzegam zarówno zalety, jak i wady potraktowania tego tematu na “własną rękę”. Duży plus tego materiału stanowi eklektyzm, a jeśli rozpatrywać to w gatunkowych ramach, to nawet ogrom eklektyzmu. Jak inaczej potraktować oparte na szarży ukołysanych beatów “Flowing Like a Snake”? Albo pulsujące afrykańską muzyką plemienną “Nguwe”? Jedynym utworem, który jednoznacznie nawiązuje do złotych lat i tradycji gatunku jest “Hope” – przywodzący na myśl dokonania nieco zapomnianego 808 State. Jednakowoż mam za złe Crisciemu zmarnowanie potencjału drzemiącego w tych kompozycjach. Poszatkowanie ich na aż 14 stanowczo za krótkich piosenek (większość w okolicach dwóch minut) działa dekoncentrująco na słuchacza; kiedy już Christian rozwinie ciekawy pomysł, zamiast jego naturalnej kontynuacji nadciąga następny utwór. Mniej nie zawsze znaczy więcej…CC

Z takim Letherette wystarczy spędzić dosłownie kilka minut, by z miejsca wiedzieć, że duet Roberts-Harber wie, dokąd zmierza i miast rozbuchanego entourage’u woli proste, sprawdzone środki. Na zawartość “Where Have All the People Gone?” składa się przede wszystkim stylistyczna stabilizacja, która u Letherette stanowi tylko i wyłącznie zaletę. Panowie zdają się doskonale wiedzieć, jaką ścieżką podążają i żadna siła ich przed marszem nie powstrzyma. Oczywiście, brytyjski skład nie myśli, aby kurczowo trzymać się ram stylistyki house, aczkolwiek wplatane elementy innych gatunków są umieszczane w ichniejszych utworach na tyle subtelnie, by człowiek wiedział, że dom wciąż pozostaje domem. Warto dodać, że domem z gatunku tych nowoczesnych, urządzonych w/g projektu modnego architekta. Letherette nie próbuje uczynić ze swojej muzyki wzorowej rekonstrukcji tego, czym house był w latach 90. Nie ma naiwnie słodkich melodii, cukierkowych muśnięć klawisza czy optymizmu tryskającego na wszystkie strony. Jest chwila zadumy oparta na ekspozycji delikatnie sunących beatów jednocześnie splecionych ze smutnymi partiami fortepianu, są niepokojące melodie, a zewsząd czyha pustka. Ponadto, Roberts i Harber nie boją się czerpać z pokaźnego dorobku nowoczesnej muzyki klasycznej (“Villim”) albo oszczędnych aranżacji w stylu “Dotted Yellow”. Siłę “Where Have All the People Gone?” stanowi przede wszystkim twórcza dojrzałość, a tej dżentelmeni z Letherette mają pod dostatkiem.L

Czy house żyje? A może truchleje? Ciężko mi znaleźć odpowiedź na te pytania, ale młodzi adepci gatunku wiedzą, co w trawie piszczy i harcują do woli. Oby tylko z tych harców wychodziły tak dobre materiały jak ten autorstwa Letherette. Gdyby tak się stało, nie posiadałbym się z radości.

Letherette – “Where Have All the People Gone?” (Ninja Tune)

Clap! Clap! – “A Thousand Skies” (-)

Łukasz Brzozowski