PLUJĘ SMOŁĄ – Czerń nieokrzesana

Black metal to zjawisko absolutnie fascynujące od samych początków. Kiedyś wyraz ortodoksji i zaślepionej wiary we władcę ziem piekielnych, dzisiaj… Dzisiaj muzyczny hyde park. Może wydać się to przesadzonym stwierdzeniem, lecz metamorfoza, jaką przeszła ta nieznosząca przestoju i wtórności szufladka, każe tak sądzić. Zwłaszcza, gdy zaobserwować skłonności modowe wyznaczane pośród metalowej braci przez stylistykę, której nazwę wymyślił sam Cronos z Venom. Kilkanaście lat temu Szatan, obecnie polityka na Bliskim Wschodzie, pomoc uchodźcom, problemy pierwszego świata i dylemat między urozmaiceniem śniadania kieliszkiem małej czarnej, czy latte z gęstą pianą. Jedną z ciekawszych hybryd metalu czarnego jest połączenie go z gniotącym, tajemniczym sludge oraz zawsze mile widzianym hardcore punkiem. Tak też poczynili młodzieńcy z Cowards, Cvlt of Grace i Lifesick. Niby tak od siebie różni, a jednak…

Ci pierwsi nie lubią kompromisów, czy też budowania średnio zrozumiałych ornamentów na bazie post-rockowych inklinacji. Od samego początku chłoszczą niemiłosiernie mocno, niczym łobuz mający w garści wszystkich osiedlowych kolegów. Najnowsza ep-ka formacji pt. „Still” to swoisty strzał płynący na fali wzniesionej przez ubiegłoroczne, świetneCowards „Rise to Infamy”. Do bólu ciężarny i przytłaczający oparami rodem z najokrutniejszej jaskini sludge, co jakiś czas duszony jest siarką skandynawskiej szkoły black metalowych riffów, aż do apogeum gniewu dozowanego hc/punkową dziczą. Fani malowania twarzy plakatówkami z pewnością docenią mknący w leśne zakamarki „Like Us”, zaś maniacy sążnistych gromów z chęcią przeżyją nokaut, różniczkowany spustoszeniem wywołanym przez otwierające „Still (Paris Most Nothing)”. Zaskakuje jedynie brak wspominanej już, piekielnej aury, kreowanej w enigmatycznych flirtach z odległymi od metalu stylistykami, którą to w naddatku pragnęli posiąść panowie z Cvlt of Grace.

A muzyka sformowana na albumie „Tears” bynajmniej nie nudzi. Wręcz przeciwnie, zaskakuje swobodą frywolnych lotów na black metalowym firmamencie i kusi zwiewnością odmiennych od siebie motywów. Szkoda jedynie, że nie są one poparte żadnym wyrazistym elementem. Samymi dodatkami świata cogprzecież nikt nie zawojuje. Fakt, węgierskie trio przyciąga niepokojącym cieniem nut spowitych w czerń niczym – nomen omen – smoła, lecz to chyba wszystko. Intrygująco na moją percepcję podziałał „From Hell (Land of Anxiety)”, aczkolwiek pierwsze wrażenie było o tyle złudne, że w okolicach drugiej minuty  uskuteczniałem drzemkę, z której wybudził mnie buzujący skumulowaną werwą norweskiego riffu „To Hell (Land of Ignorance)”. I niby wszystko gra, bo są i kiereszujące zwolnienia, punkowe przyspieszenia, a wszystko utrzymane w black metalowych standardach, ale podane w sposób zrezygnowany i sflaczały. Gwóźdź do trumny stanowi brzmienie wykręcone w Satanic Audio – stłamszone, zbite niczym odpadki mięsne w parówkach. Wspominałem też o potrzebie snu. Oj tak, lektura „Tears” przysporzyła mi notorycznych ziewnięć, ale z letargu wyszarpał mnie duński ochłap cholernie kąsającego, dzikiego hardcore punka.

Owocem mieszaniny tego pierwiastka z gracją i pozorną topornością sludge jest duński skład Lifesick. Konkretniej mówiąc, to ich album „6 0 1”, który za moment skończy już rok. Oby tylko przez taki czas przyszło czekać na kolejne wydawnictwo Duńczyków, bowiem ichni debiut to nieprzerwana salwa ognistych ciosów, w których obłędne tempaa0924214038_10 przeplatają się z monumentalnymi zwolnieniami, a black metal, który w przypadku Cvlt of Grace i Cowards stanowił istotę muzyki, tutaj pełni jedynie rolę ciekawostki. Ciekawostki siekącej niczym najwyższej klasy rzeźnik, w takim „Open Casket” chociażby. Jeśli nie jesteście w stanie potupać nogą do przepięknych, dźwiękowych kakofonii zamkniętych w tych 182 sekundach, toście fircyki, nie metalowcy.

A ja tupię, macham, kręcę i w sumie z każdą kolejną sekundą spędzaną przy dźwiękach Cowards czy Lifesick uczucie mimowolnego wzwodu narasta. Czyli jest dobrze. Aczkolwiek mogę być spokojny, bo gdy ów będzie na tyle niepożądany, by w krótkim czasie się go pozbyć, „Tears” Cvlt of Grace z pewnością przyniesie właściwy efekt. Czyli oni źle metal robią.

Cowards – „Still” (Throatruiner Records)

Cvlt of Grace – „Tears” (Unquiet Records)

Lifesick – „6 0 1” (Southern Lord)

Łukasz Brzozowski