PIGS – Gaffe (Solar Flare Records)

Każdemu z żyjących na tym łez padole nieobce są słabości ciała i ducha. Może to być tłuste żarcie, alkohol, laski czy fajki. Każdy ma swoją piętę achillesową. Dla mnie będzie to noise, jako rodzaj muzyki, pewien kanon estetyczny, który gdzieś tam w głowie tkwi i stanowi swego rodzaju filtr, przez który obserwuję niektóre, muzyczne zjawiska. Jeszcze jakiś czas temu wydawało się, że by wrócić do takich dźwięków potrzeby jest wehikuł czasu, okazuje się jednak, że muzyczna historia zatoczyła koło i postawieni pod ścianą muzykanci dostrzegli w zakurzonej stylistyce możliwość wyjścia z matni. Do takich zespołów należy nowojorski Pigs, dowodzony przez basistę Unsane – Dave’a Currana.

Jakiś czas temu wielce pozytywnie, choć może bez stanu zawałowego oceniłem debiutancki krążek Świń czyli „You Ruin Everything”. Dzisiaj ściskam w łapach najnowszy singiel zespołu, który prezentuje grupę jeszcze bardziej zwartą, pewną swego i… całkowicie zanurzoną w tamtej epoce. W zasadzie tytułowy kawałek mógłby spokojnie znaleźć się na którejś wczesnej płycie The Jesus Lizard. Chyba mało kto będzie w stanie obojętnie przejść obok pracy basisty – bas w tym kawałku brzmi niczym pieprzony buldożer, rani uszy i łamie kości. Gitarowe zagrywki w zwrotkach to mistrzostwo i dopiero w refrenie numeru zespół przypomina sobie o współczesnym, masywnym sposobie grania. Zdecydowanie najlepszy utwór w wykonaniu tego trio. Dalej wcale nie jest gorzej. Rytualny „Elo Kiddies” startuje od tłukących, plemiennych bębnów, potem jest hipnotycznie, gitarowe zagrywki jeżą włosy na głowie. Niby nic takiego, jednak w tych prostych dźwiękach kryje się coś strasznie niepokojącego, dokładnie, jak w przypadku tuzów z epoki. Tłumiona agresja tylko czeka żeby eksplodować a między tym krąży zaflegmiony głos wokalisty. Znowu nie mogę powstrzymać się od porównań. Na koniec mamy coś na kształt doom – noise w „If I’m In Luck”. Miarowy walec, grobowy blues i narastająca paranoja. No i ta osamotniona gitara na końcu…

Pigs dojrzeli, dopracowali i doszlifowali swoją wizję mocnego, alternatywnego rocka, dodali do tego mistrzowskie brzmienie i swoją charyzmę. Śmiem twierdzić, że w kategorii współczesnych, noise rockowych morderców stoją tuż obok KEN mode. Aż się boję na myśl, co będzie się działo na kolejnej, dużej płycie, jeśli będą się rozwijać w takim tempie.

Arek Lerch 

Pięć