PHILIP H. ANSELMO & WARBEAST – War of the Gargantuas (Season of Mist)

Mija właśnie dziesięć lat od zakończenia działalności Pantery. Bez względu na to jak fantastycznym zespołem jest Down, Anselmo nigdy nie nagrał z nimi tak wkurzonego materiału jaki znalazł się na tym splicie. Dwóm premierowym kawałkom bliżej do także nieistniejącego już Superjoint Ritual oraz klimatu doskonałych albumów „Far Beyond Driven” czy „The Great Southern Trendkill”.

Wszystko wskazuje na to, że numery „Conflict” oraz „Family, Friends and Associates” to nie jednorazowy wybryk, ale zapowiedź pełnowymiarowego materiału solowego pod tytułem „Walk Through Exits Only”. Kompozycje sygnowane są jako Anselmo & The Illegals, ponieważ, choć Philip jest twórcą muzyki, sam jest odpowiedzialny tylko za nagranie wokali. Ponadto wtajemniczeni są perkusista Warbeast oraz pierwszy gitarzysta Superjoint Ritual.

Choć bujające, południowe brzmienie Down to idealne środowisko dla Anselmo, bardzo dobrze słucha się tych nowych kawałków. To jest ten Philip, którego lubimy najbardziej. Wkurzony, rozzłoszczony, odchodzący od zmysłów, tryskający energią. Jego najlepszy, solowy album nie zabrzmi jak Pantera, bo patentów i stylu Dimebaga nie da się podrobić, ale przecież nie o to chodzi, żeby jeszcze raz robić to samo. Surowe, metalowe riffy zderzają się z kanonadą bębnów, Anselmo wypluwa z siebie słowa w charakterystyczny sposób. To nie punkowo-hardcore’owe klimaty znane z innego projektu Philipa Arson Anthem, ani stonerowe, ciepłe kluchy. To jest najbardziej metalowy materiał Anselmo od wielu lat. Żarty na bok.

Pozostałe dwa numery to napompowany testosteronem i adrenaliną thrash metal kojarzący się z najcięższymi brzmieniami Bay Area. Debiut Warbeast „Krush the Enemy” ukazał się kilka lat temu nakładem Housecore Records, wytwórni należącej do Anselmo. Oba numery ze splita, „Birth of a Psycho” oraz „It”, to wulkany ostrych jak brzytwa riffów. Skojarzenia z Exodus, Testament czy Slayer są naturalne, ale trzeba przyznać, że Warbeast brzmi potężnie. Nie ma mowy o przyjemnym oldschoolowo-tradycyjnym brzmieniu. Jest tak zwane pierdolnięcie i agrecha. Warbeast to, jak sama nazwa mówi, bestia, która nie przebiera w środkach. Jeśli duże płyty obu zespołów utrzymają poziom splita, to będzie czego słuchać.

Adam Drzewucki 

Cztery i pół