PETER MURPHY – Ninth (Nettwerk Records)

Kto by pomyślał, że ikona gotyckiego rocka znajdzie się na naszych łamach?! Cóż, trzeba łamać stereotypy, to po pierwsze, a po drugie – Murphy nienawidził określenia „gotyk”, na swoich solowych płytach (szczególnie wczesnych…) skłaniając się raczej w stronę stylowego i całkiem przebojowego („Deep” chociażby…) popu. Tym razem jednak odkrył wszystkie karty i nagrał jedną przyjemniejszych, klasycznie rockowych płyt tego roku. Bez plastiku, bez zadęcia z piekielną intuicją i wyczuciem stylu. A to w połączeniu z manierą wokalną niegdysiejszego lidera Bauhaus kładzie słuchacza na łopatki.

Skoro to płyta solowa, od razu rozpocznę od kwestii wokalnych. Gdzieś już przeczytałem, że na „Ninth” nie słychać charakterystycznego stylu wokalisty. Nie wiem, może kolega po fachu słuchał innej płyty? Jasne, nie ma tu aż takich popisów i eksperymentów jak na „In The Flat Field” czy „Mask” chociażby, ale nadal głębia głosu Petera i barwa tegoż pozostają bezdyskusyjne i rozpoznawalne od pierwszych nut.

Druga uwaga dotyczy ciężaru „Ninth”. Ekstremiści nie mają tu czego szukać, bo w sumie jest to dość lekkie a miejscami zahaczające o pop – rock granie. Nie ma jednak obawy – Murphy zręcznie ominął mielizny i kiczu nie zapodał. Dominują raczej proste, rytmiczne kompozycje, z fajnie zacinającymi gitarkami, dyskretnie wspomagane smykami i klawiszowymi tłami, tym razem bez odniesień do orientalnych ciągot artysty. Udało się jednakowoż stworzyć na tyle zróżnicowane dzieło, że nudzić się podczas spotkania z „Ninth” nie można. Dodatkowym atutem płyty jest jej komercyjny potencjał. Taki „Seesaw Away” to przebojowy temat na miarę – tu może pojawi się nieco przesady – „Cuts You Up” – największego jak dotąd przeboju Petera, pochodzącego ze znakomitej płyty „Deep”. Nie ustępuje mu także „I Spit Roses”, który oprawiony został w bajkowy teledysk. Co jeszcze znajdziemy na „Ninth”? Trochę stoner’owych klimatów w „Peace To Each” (warto wspomnieć, że w zespole Murphy’ego bębni Nick Lucero, który maczał palce w „Rated R” Queens Of The Stone Age…) i całą masę klimatycznych, spokojnych, rockowych piosenek. W tej grupie świetnie prezentuje się „The Prince and old Lady Shade” i akustyczny „Never Fall Out”. Zaskoczeniem może być za to „Secret Silk Society”, który jest najbardziej gotyckim nagraniem na płycie. Nie na darmo Peter wspominał, że „Ninth” jest kontynuacją „Go Away White”, wydanego w 2008 roku, jak na razie ostatniego (ponoć ostatecznie…) dzieła Bauhaus…

Płytę kończy jedyny utwór, który nie do końca mnie przekonuje, czyli „Creme De La Creme”, jawiący się jako nieco mdła, nijaka ballada. Tę mógł sobie darować.

Cieszę się, że Murphy, siedzący gdzieś w Turcji i zafascynowany zgoła nie – europejskim stylem życia, nie zapomniał o dobrej muzyce i nadal potrafi tworzyć rytmiczne i wbijające się w głowę piosenki. Być może nie odkrywa przed nami kolejnych przedsionków piekła i szaleństwa, jak to miało miejsce za czasów pierwszych płyt Bauhaus, ale nadal potrafi zahipnotyzować, nawet w taki, nieco „lajtowy” sposób. Nie ukrywam też, że bez wstydu, po różnych łamańcach i ciężkich bitach, z przyjemnością relaksuję się przy „Ninth”. Jeśli muzyka ma łagodzić obyczaje, to ósma, solowa płyta lidera Bauhaus spełnia wszystkie, wymagane normy. Na dzień dzisiejszy, obok „Deep” i „Love Hysteria” to najlepsze dzieło tego nietuzinkowego, nawróconego na Islam Angola…

Arek Lerch 4,5