PARTISAN – We Have Been So Terribly Betrayed (Hypertension Rec.)

Uhhh, ale sobie porę premiery wybrał Partisan. Z nieba leje się żar (no, czasami leje się też co innego…), plaże pełne, ludzie się smażą i piją browary a ci wypuszczają lodowatego bąka w środku imprezy. Ale skoro tak im wyszło…

To trzeba skomplementować – i muzykę i odwagę. Bo faktycznie pora na takie granie nie jest dobra. Zresztą, na co w czasie wakacji jest pora? Chyba na niezobowiązujące hity pod kiełbasę. Zatem, trudno oczekiwać, że ktoś się tym niezbyt znanym zespołem zainteresuje. A sama muzyka? Podobnie jak w przypadku poprzedniej ep-ki tak i tym razem zespół nie zbacza z kursu, serwując sześć skażonych nowofalowym zimnem i divisionową depresją piosenek.Band

A w zasadzie pięć, bo kończący albumik „I Have Always Loved You” to wbrew tytułowi nie wyznanie miłosne a raczej drażniąca, lekko awangardowa próba złapania okładkowego klimatu. Hałaśliwe, szumiące preparacje od „wyblakłą” recytację trudno uznać za coś więcej jak tylko pewną, stylistycznie pasującą do klimatu klamrę zamykającą, jak mogę rozumieć aktualny okres poszukiwań. Pozostałych pięć utworów to solidne, nowofalowe pieśni, z wiodącą rolą świetnego basu i fajnymi, momentami całkiem zgrzytliwymi gitarami. Nad wszystkim dominuje jednak dbałość o chwytliwość – oczywiście, w granicach rozsądku – utwory są  zrytmizowane, kryją w sobie jakąś tajemnicę i roztaczają dobry klimat, podkreślany nieco beznamiętnym acz stylowym śpiewem. Zespół idealnie równoważy hałas i melodykę; w zasadzie takie kawałki jak „No Last Surrender”, „Change” czy „Sometimes” to doskonałe przykłady współcześnie potraktowanej, zimnej muzyki. Jest melodia, ale odpowiednio kontrowana co bardziej szorstkimi gitarowymi wjazdami, jedynie w „Forget’ został opatrzony ciut przydługim wstępem. Całość kojarzy mi się z warszawską załogą HutaPlastiku. Jeśli spotkaliście się gdzieś z „Bezlubiem”, „We Have Been So Terribly Betrayed” przypadnie wam do gustu. Świata ta płyta nie zmieni, ale może sprawić nieco przyjemności. Jak łyk zimnej lemoniady na plaży.

Arek Lerch 

Cztery