PARTISAN – Partisan (Hypertension Records)

Powstanie zespołu Partisan zwiastuje nowy trend wśród hardcore’owej i metalowej młodzieży. O ile jeszcze jakiś czas temu wszyscy chcieli grać progresywnego metalcore’a (ci ambitniejsi) bądź gruzowatego neo crusta (ci co są trv), o tyle dzisiaj oczy – może trochę poniewczasie – zarówno jednych jak i drugich, w wolnych chwilach zwróciły się w stronę schedy po smutasach z Joy Division, która już przecież od dobrych paru lat obrabiana jest przez wychudzonych indie rockowców. Niedawno opisywaliśmy na naszych łamach debiutancki album Publicist UK (w składzie członkowie Municipal Waste czy Revocation) a dzisiaj spotykamy kolejny projekt, w którego składzie brylują członkowie Rise And Fall (gitarzysta/wokalista Cedric) i Oathbreaker (bębniarz Ivo). Można kręcić nosem, ale debiutancka ep-ka to piękny kawałek zimnej, post punkowej, motorycznej i nieuleczalnie smutnej muzyki.

Pomijając nazwę – bo trochę tych Partisanów już jest – reszta się zgadza. Kawałki zarejestrowane podczas dwóch sesji na przełomie 2014 i obecnego roku mają wszystkie atuty, by po lekturze mieć ochotę na więcej. Oczywiście, nie będę ukrywał, że takie smędzenie bardzo mi odpowiada, a jeśli zabierają się za nie kompetentni muzycy, mogę czuć lekkie mrowienie. Fakt, że przyjęta stylistyka jest bardzo plastyczna i daje dużo możliwości, trzeba jednak trochę się postarać, żeby zabrzmiało to autentycznie. Okazuje się, że gitarzysta Cedric dysponuje odpowiednio zimnym i aksamitnym głosem, by wpasować się w te leniwie snujące się, ponure motywy.

Płytka rusza wraz z piosenką „Run Run Run” i jest to jedyny moment, kiedy lekko się zawahałem. Kawałek jest zwyczajnie standardowy; średnie tempo, proste akordy gitary i beznamiętna narracja wokalna zdradzają kierunek, ale jeszcze nie intrygują, Na szczęście, wraz z „Unhappy People” (no proszę – lepszego tytułu wymyślić nie mogli…) robi się ciekawie, drobno szyjący bas, nowofalowe brzęczenie gitary budują fajne napięcie. Motoryka tego numeru czy charakterystyczny, gęsty hi-hat mogą kojarzyć się z klasycznymi produkcjami  lat 80., na szczęście, brzmi to wszystko bardzo naturalnie i plastycznie. W tych numerach słychać, że muzycy jeszcze szukają dogodnego dla siebie miejsca i w pewnym sensie oswajają się ze stylistyką. Tego samego nie można powiedzieć o dwóch kolejnych piosenkach, gdzie ośmielony zespół pokazał całą paletę możliwości. Przede wszystkim wyraźnie zmieniają się aranżacje; podział tematów przestaje być symetryczny, zespół pozwala sobie dołożyć do pieca i w końcówce przestrzennego, shoegaze’owego „Children in Love” spuszcza ze smyczy gitary, co po półakustycznej, pierwszej części robi piorunujące wrażenie. Z kolei w „Public Humilitation” ciekawie bawi się skokami dynamiki, zahaczając wręcz o noise’owe zgrzyty w czwartej minucie. Wreszcie słychać, że mamy do czynienia ze starymi wyjadaczami, i jeśli te dwa numery będą wyznacznikiem podczas prac nad dużą płytą, może okazać się, że pozycja świetnego skądinąd Publicist UK będzie zagrożona. Partisan

Z jeszcze innego punktu widzenia, takie tropy pokazują jasno, że muzycy po latach zabawy z bezkompromisowymi, mocnymi dźwiękami, szukają dla siebie jakiejś spokojniejszej niszy. Na pewno nie jest to jednak zmęczenie, bo poziom jaki prezentuje chociażby opisywany tu Partisan, świadczy wręcz o  erupcji pomysłów. Nie będę ukrywał, że na dzień dzisiejszy wolę Cedrica i Ivo w takiej odsłonie, niż w ich macierzystych, bardzo dobrych przecież zespołach…

Arek Lerch

Pięć