PARQUET COURTS – Wide Awake (Rough Trade/Sonic)

Etos skrywający się za każdą płytą Parquet Courts polega na tym, że zawsze musi nastąpić zmiana na lepsze, a najlepszym sposobem by to osiągnąć, jest wyjście poza swoją strefę komfortu Osobiście podobał mi się fakt, że stworzyłem płytę, która łączy punk i funk. Do tego Brian (Danger Mouse – przyp. red.) jest producentem popowym, który zrobił kilka bardzo dopracowanych płyt. Podobało mi się to, że to nie ma sensu – tłumaczy nowe dzieło nowojorczyków gitarzysta i wokalista A. Savage.  A teraz my wytłumaczymy o co chodzi z płytą niegdysiejszych garażowych rock’n’rollowców.

Faktycznie, w stosunku do dwa lata młodszej płyty „Human Performance” zmiany są i to nawet dość znaczące. Być może muzykom znudziło się ciągłe balansowanie na granicy fałszu, ogłuchli od zgrzytliwych riffów i przejadło im się nowojorskie podziemie z Lou Reedem i The Velvet Undrground na czele. Odkryli nowe rejony, zaczęli przyglądać się miękkiej popelinie lat 80. a Danger Mouse odkrył przed nimi świat funku. Może tak właśnie było. A może zupełnie inaczej. Pozostaje fakt – Parquet Courts wyzwolony z garażowego etosu stworzył płytę, której schizofrenia – inaczej niż na poprzednim krążku – związana jest z połączeniem nieprzystających do siebie elementów. I w sumie, dało to niezły efekt, choć raczej nadal zespół pozostanie w niezależnym i dość wąskim kręgu.Parquet Courts by Ebru Yildiz - HI RES

Ciągłe zmiany nastrojów to największy atut tego zespołu w 2018 roku. W zasadzie każdy numer z płyty to inny, muzyczny świat a muzycy przewrotnie nawet nie próbują sprowadzić muzyki do wspólnego mianownika. Okiełznanie bałaganiarskich riffów, pogodzenie się z melodią i ogólne wypielęgnowanie brzmienia dało pozytywny efekt, na szczęście, Parquet Courts nadal mają w sobie trochę tej miejskiej rebelii, lubią małe, zadymione kluby, dlatego pozostają w tym stylistycznym rozchełstaniu autentyczni. Najdalej poszli niewątpliwie w numerze tytułowym, którym mógłby się zainteresować nawet Red Hot Chili Peppers, podobnie buja „Violence” z ładnym, wibrującym klawiszem, gdzie robotę robi wtrącająca się od czasu do czasu, zgrzytliwa gitara. W ogóle, najciekawiej jest w momentach, kiedy zespół zaczyna stylistyki mieszać – np. w „Normalization” gdzie punkowy początek gdzieś w 50 sekundzie zaczyna funkować i wszystko skręca w stronę starego, dobrego Minutemen. Znalazło się tu oczywiście miejsce na Parquet bardziej tradycyjny i bliższy garażowi („Freebird II”, „Total Football” czy post punkowy „NYC Observation”) a dla kontrastu dorzucono balladowe smęty „Mardi Gras Meads”, „Death Will Bring Change” czy „Before The Water Gets Too High”. Dużo tego, zespół non stop lawiruje, ale trzeba przyznać, że bardzo mu w tym do twarzy. W dodatku utwory nie są przegadane, raczej rzadko wychodzą powyżej trzech minut. Słowem – nudy nie ma, jest za to dużo dobrych, choć ogólnie znajomych dźwięków. Chętnie zobaczymy ich na koncercie.

Arek Lerch 

Cztery i pół