PAROV STELAR TRIO – The Invisible Girl (Etage Noir Recordings)

Nowy album mojego ulubieńca, austriackiego producenta ukrywającego się pod szyldem Parov Stelar nie przynosi żadnej stylistycznej wolty w stosunku do jego wcześniejszych dokonań.

Jest jednak różnica pomiędzy „The Princess” a „The Invisible Girl”. O ile tamten album, stanowiący raczej kompilację dokonań artysty, był dość jednostajny – ale za to piekielnie taneczny, tak nowa pozycja w dorobku Austriaka to rzecz momentami bardzo nowoczesna i wykraczająca poza przyjętą konwencję. Poza tym, krążek ten ma całkiem sporo spokojnych momentów, do których w wykonaniu tego pana (oraz dwójki towarzyszących mu instrumentalistów) nie przywykłem. Nie jest to jednak nowość, aczkolwiek warto zaznaczyć, że jak na Parova, wyciszenie i „chillout” to całkiem interesująca odskocznia od energicznego 4×4.

Nowością, i małym zaskoczeniem, jest znajomość aktualnych trendów w wykonaniu Austriaka. Cieszy zabawa dźwiękiem i brzmieniowe smaczki żywcem wyjęte z dominującego na wszystkich, dużych scenach świata house’u. Ponadto, właśnie przez tą niejedno-wymiarowość, „The Insivible Girl”, choć nie jest albumem genialnym, ani przynoszącym „kawał świeżego i oryginalnego grania”, w ciągu niecałych 40 minut sprawia nawet więcej radochy niż obcowanie z dwupłytowym „The Princess”. Krążek ten bardziej przypomina dobrze wyważony dj set niż materiał do odsłuchu w domu – i bardzo dobrze. Bo jeśli mamy z czymkolwiek kojarzyć Parova to z doskonałą selekcją i fantastycznym wyczuciem nastrojów publiczności w czasie imprezy. Dźwięków zaspokajających nawet najbardziej odważnych zawodników na parkiecie nie brakuje, więc nie pozostaje nic innego jak odpalić „The Invisible Girl” i poczuć ducha potańcówek sprzed kilkudziesięciu lat. Jeśli zaś ktoś chce na żywca złapać ów klimat – niech udaje się na jedyny koncert, który odbędzie się w krakowskim Forum Przestrzenie 9 października…

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy i pół