PANACEA – Under Blackened Sky (Caramba Rec.)

Raduje mi się facjata, kiedy w erze zalegających na sklepowych półkach „polskich edycji” z jakaś karteczką w miejscu wkładki, w podziemiu pojawiają się coraz ciekawsze wydania płyt CD. Drugi album Panacei jest kolejnym przykładem na to, że dla chcącego… I niekoniecznie za jakieś wielkie pieniądze. Na szczęście, nie tylko dzięki opakowaniu warto zapoznać się z tym materiałem.

Być może dźwięki zawarte na „Under Blackened Sky” nie są jakieś wybitnie oryginalne, ale na krajowym poletku na pewno są czymś świeżym. Muzyka ekipy z Puław dorobiła się wielu przeróżnych etykietek (często naprawdę śmiesznych), więc daruję sobie wymyślanie kolejnej. Powiem tylko, że często pojawiające się przedrostki typu dark, neo, czy down-tempo trudno uznać za  wybitnie nietrafne. Gdzieś tam po głowie kołaczą się takie nazwy jak Buried Inside czy Fall Of Efrafa. Czyli ogólnie jest ponuro i melancholijnie, a zarazem majestatycznie . Nastrój ten został spotęgowany poprzez poszerzenie instrumentarium o altówkę, która, co ważne, została wykorzystana z umiarem i nie zdominowała całości. W porównaniu do debiutu zespół wyraźnie zwolnił, rezygnując z crustowych galopad na rzecz bardziej miarowych temp, gdzieniegdzie poprzetykanych gęstszym bębnieniem. Na tle tych powoli sunących numerów zdecydowanie wyróżnia się kawałek „Odrzucony”- motoryką i melodyką kierujący się w stronę crustowych załóg z Hiszpanii. Jest to także jedyny tekst w ojczystym języku, a skoro przy języku jesteśmy to warto byłoby troszeczkę  popracować nad angielskim akcentem. Ta płyta to świetny podkład dla przygnębiającej jesienno-zimowej aury, który nie sprawia, że człowiek zapada w sen, co w przypadku takiego grania wcale nie jest takie oczywiste. Warto zwrócić uwagę na kompozycję zamykającą album, która pokazuje, że zespół potrafi poeksperymentować i delikatnie wyjść poza stylistkę, w jakiej się obraca. Pozostaje pytanie czy jest jednorazowy „wybryk”, czy też sygnał mówiący o chęci dalszego rozwoju i wzbogacania twórczości o nowe elementy. Ciekawe, co na to przedstawiciele sceny punkowej (z której band się wywodzi), których często najbardziej jara nagrywanie kolejnych wersji pierwszej demówki…

Piotrek Sowa 4,5