OVER YOUR TRESHOLD – Facticity (Metal Blade)

Techniczny death metal to niezbyt popularna muzyka wśród młodzieży, a i włodarze wytwórni płytowych rzadko podpisują lukratywne kontrakty z takimi formacjami, ale, ku mojej uciesze, raz na jakiś czas w barwach największych labeli pojawiają się nowe twarze, zazwyczaj z Kanady.

I tutaj niespodzianka, bo Over Your Treshold to krajanie Obscura oraz Necrophagist i prawdę mówiąc prezentują porównywalny poziom, zarówno pod względem samych kompozycji jak i wykonania. Jedynym mankamentem jest brzmienie, ale o tym później. Debiut monachijskiej formacji pod banderolą Metal Blade przynosi nam potężną dawkę progresywnego i technicznego death metalu, który za żadne skarby nie ma w sobie jakichkolwiek pokładów przebojowości i na nieszczęście kwintetu, chwilami jawi się jako przerost formy nad treścią. Co prawda, kompozycje takie jak „Contextual Fluctuating” czy „Antic” wyróżniają się i umownie możemy nazwać je hitami, ale wolałbym być ostrożny w tego typu twierdzeniach.  Sam charakter twórczości Over Your Treshold z pewnością przypadnie do gustu zarówno fanom powyższych formacji, jak i Death (co jest logiczne), Pestilence czy… Atheist.

Popisy techniczne gitarzystów robią wrażenie, ale aby w pełni pojąć to, co dzieje się na wiosłach, przydałoby się znać choćby trochę teorii muzyki. Mi osobiście pozostaje jedynie siedzieć z otwartą gębą i próbować zrozumieć co panowie wyprawiają, a w międzyczasie starać się policzyć raz i nadążyć za zmianami tempa i blastami sypanymi jak z rękawa. Niestety, tak jak zaznaczyłem na samym początku, kontakt z niemiecką formacją i jej debiutem psuje brzmienie, które z założenia może i miało być naturalne i żywe, ale nie chce mi się wierzyć, że w samych Niemczech nie ma realizatora, który poradziłby sobie zarówno z ‘’ukręceniem mięsa’’ jak i wyprodukowaniem ciepłego i selektywnego soundu. Szkoda, bo „Facticity” to bardzo solidny krążek, który nie powinien przejść bez echa.  Wszystko leży w rękach Metal Blade i miejmy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uraczą nas drugim, znacznie lepszym albumem.

 

Grzegorz „Chain” Pindor