OUTRE – Hollow Earth (Debemur Morti)

Debiutancki album Outre, „Ghost Chants”, z tego co pamiętam był być może dość umiarkowanie, ale jednak powszechnie chwalonym dziełem. Osobiście, tak jak na początku, tak i teraz uważam, że był to krążek nieco zbyt rozstrzelony i niezbyt spójny, na którym dobre pomysły przeplatały się z tymi kompletnie niepotrzebnymi, sprawiając, że całość brzmiała czasem jak zbitek wszystkich rozwiązań, które akurat zespół miał pod ręką. Na szczęście „Hollow Earth” jest pod tym względem zupełnie innym albumem.

Drugi krążek krakowskiego zespołu wyróżnia właśnie spójność. To od początku do końca wyraźny monolit, na którym trudno jest znaleźć choćby jedną bardziej wyraźną rysę. Być może się mylę, ale odnoszę wrażenie, że dzięki „Hollow Earth” Outre już na drugim albumie udało się wypracować swój styl, którego prawdopodobnie będą się w przyszłości trzymać. Oczywiście słychać punkty wspólne z „Ghost Chants” – przede wszystkim ogólna atmosfera, dość podniosła i nieco mistyczna, zdaje się być podobna, ale to nie jedyne zbieżności. „Hollow Earth” jest w pewnym sensie kontynuacją debiutu, przy czym – tak jak wspominałem na samym początku – jest kontynuacją spójną i przemyślaną.

Rzecz jasna, to nie koniec zmian – te najbardziej znaczące nastąpiły na stanowisku wokalisty. Poprzeczka zawieszona przez Stawrogina na „Ghost Chants” mogła niejednego zniechęcić, jednak Mateusz Zborowski poradził sobie co najmniej przyzwoicie. Dysponuje fajnym, głębokim głosem, dobrze współgrającym z intensywną i obfitującą w dysonanse muzyką Outre. A skoro już jesteśmy przy aspektach technicznych – świetnie brzmią przede wszystkim bębny, jak przed chwilą pisałem bardzo intensywne i odpowiednio zaakcentowane. Podobają mi się również partie gitar, które potrafią być zarówno melodyjne („The Order Of Abhorrence”, „Hollow Earth”), jak i bardzo nieoczywiste – czasem również zarazem. Duża w tym zasługa bardzo dobrego soundu, za które tym razem odpowiada Przemek Nowak. Przyznaję, że raczej nie spodziewałem się tak szybkiej wymiany Mikołaja Żentary na nowego producenta, zwłaszcza, że do produkcji „Ghost Chants” akurat trudno byłoby mieć większe zastrzeżenia. W przypadku „Hollow Earth” o takowe jest jeszcze trudniej. Ach, to jeszcze nie koniec zmian – nowy album Outre ukazuje się z nalepką Debemur Morti, która wydaje też choćby Blut Aus Nord, Manes czy Terra Tenebrosa (a także poznański Hegemone).outre

„Hollow Earth” kłania się klasyce gatunku, ale robi to na tyle nienachalnie, że przy okazji udaje się przemycić nieco bardziej awangardowego spojrzenia, a przede wszystkim wyraźnie podkreślić własne brzmienie. Rozwijając pomysły z „Ghost Chants”, krakowianie nadali im bardziej spójnego wyrazu i konkretnego wyrazu, co zaowocowało, że drugi album w ich dorobku brzmi dużo, dużo dojrzalej. Przy dość pobieżnym słuchaniu łatwo co prawda pogubić wątki, jednak gdy poświęcimy tej płycie nieco więcej uwagi, nie jest trudno wychwycić, ile tak naprawdę ma do zaoferowania. W cieniu Entropii, Kriegsmaschine, Totenmesse – również o Outre warto pamiętać.

Michał Fryga

Cztery