ORIGIN – Entity (Nuclear Blast)

Nie wiem, jakie kontrakty podpisują z potentatem komercyjnego metalu takie zespoły jak Origin czy Psycroptic, że opłaca im się opuszczać wytwórnie, gdzie byli bogami? Nie moja to rzecz, ale po raz kolejny nie rozumiem do końca takiego postępowania, w opisywanym przypadku – dezercji Origin z przyjacielskich ramion Relapse. Na całe szczęście, nie zaczęli ubarwiać swojej muzyki klawiszami…

Nie ma nowej płyty Dying Fetus, jest nowy Origin. I zasadniczo tyle w temacie. Jeśli lubicie pokopane, zagrane z automatyczną precyzją death metalowe kawałki, „Entity” Was oczaruje. Przyznam się, że ostatnio mało który, death metalowy album jestem w stanie strawić od początku do końca, jednak – na szczęście – wygibasów Origin nadal słucha się przednio. Bo nawet jeśli w związku z nowym kontraktem troszeczkę wygładzili swoje granie i uporządkowali popieprzone aranże, nadal wycinają faktury, które mogą przyprawić o ból głowy. John Longstreth po raz kolejny łupie obłąkane rytmy (posłuchajcie, panowie perkusiści „Swarm” a potem idźcie płakać do kąta…), wszystko pracuje jak karabin. W podobnym klimacie wyłożył się  ostatnio Hate Eternal, nagrywając cholernie nudny album. Nie wiem, jak Origin to robi, ale tej płyty przyjemnie się słucha, choć trudno mówić tu o muzyce sensu stricto. Liczy się prędkość, umiejętności w pokonywaniu potwornych wybojów aranżacyjnych i sprawne wycinanie unisono pochodów basowo – gitarowych. Co ciekawe, w wolniejszych momentach zespół brzmi niemal klasycznie, łącząc zabójczą pracę podwójnej stopy z „prawie – melodyjnymi” riffami. Gdzieś w połowie płyty pozwala nam odsapnąć, serwując akustyczny „The Descent” po czym powraca na najwyższe obroty – „Fornever”, „Committed”, „Banishing Illusion” czy „Consequence of Solution” (5 minut muzycznego Frankensteina…) to wszystkie, możliwe odcienie napierania do przodu.

Nie powiem, że to wybitnie oryginalna muzyka, ale podoba mi się, że nie udają, o co im chodzi. Ta muzyka ma łamać karki i wprowadzać zamęt w głowach. Techniczny death metal z grind’owym zapleczem nadal ma się dobrze, skoro takie załogi jak mieszkańcy Topeka nie odpuszczają.

Arek Lerch 5