OPERA IX  – Strix- Maledictae in Aeternum (Agonia Records)

OPERA IX to jeden ze starszych stażem reprezentantów włoskiej sceny black metalowej. Jeśli mamy trzymać się tego, co podaje wytwórnia, bardziej właściwy będzie termin occult black metal. Płyta ta jest zwieńczeniem trylogii zapoczątkowanej na poprzednich wydawnictwach zespołu. Generalnie czytając informacje o tym wydawnictwie wydawałoby się, że nowy album Opera IX ma wszystko, co jest potrzebne by solidnie pogruchotać kości. Jednak po przesłuchaniu „Strix…” okazuje się, że mam z Opera IX niemały problem…

 

Album został zrealizowany z rozmachem i słychać od samego początku, że pieniądze wydane na sesję w Necromorbus Studio nie zostały wyrzucone w błoto. Gitary brzmią potężnie, bardzo dobrze wpasowując się w klimat samych utworów. „Strix…” to mroczny klimat, podkreślany przez bardzo dużą ilość dźwięku generowanego instrumentami klawiszowymi, które chwilami zdecydowanie dominują nad całością kompozycji. Mogłoby się wydawać, że nie ma się do czego przyczepić… jednocześnie coś usilnie przeszkadza mi w tym, by zatopić się w tych mrocznych dźwiękach bez reszty. Żeby nie pisać lekceważącego zdania „po prostu nie podoba mi się to, co gra ten zespół”, postaram się spróbować przekształcić w słowa odczucia, jakie towarzyszyły mi przy odsłuchu nowego dzieła Opera IX.

Przede wszystkim trochę razi mnie duża ilość wspomnianych klawiszy, jakimi epatuje zespół. Rozumiem, że taką znaleźli dla siebie niszę, taki jest ich styl, lecz nie jestem w stanie kupić tego gdy zespół za pomocą wszechobecnej elektronicznej zawiesiny stara się zamaskować lub przynajmniej zatrzeć różne braki. Moim zdaniem, gdyby pozbawić kompozycje Opera IX klawiszowego tła pozostałby nam jedynie nudny, prosty black, dość trudny do strawienia…

Po drugie, płycie tej brakuje dramaturgii; chciałoby się słuchać „ Strix…” jak mrocznej, black metalowej historii, tymczasem długie kompozycje ciągną się w nieskończoność. W założeniu budować dramaturgię i atmosferę miały chyba dwa intra, które znalazły się na płycie, jednak   nie do końca spełniły swoje zadanie…

W mojej osobie „Strix…” trafił na grunt strasznie mało podatny na tego typu dźwięki. Jestem w stanie docenić poziom wykonawczy i klimat pojedynczych kompozycji, lecz jako całość album ten jest dla mnie muzycznym kolosem (płyta trwa prawie 70 minut) bardzo trudnym do zaakceptowania…

Wiesław Czajkowski