ONLY FLESH  – …from the gutter to the grave (Rotten Records)

Only Flesh to prawdziwy cyrk na kółkach, bo trudno jest mówić o tej grupie muzycznych performerów jedynie jako o zespole grającym dość dziwną mieszankę punka, glam rocka, industrial i metalu. W przypadku tej grupy jak najbardziej słuszne staje się stwierdzenie, że czasem muzyka stanowi tylko mało istotny dodatek do wizualnej formy kreowanej na scenie…

Może jestem zbyt surowy w ocenie muzycznego oblicza Only Flesh, lecz tak właśnie odbieram ten zespół. Oglądając video z koncertów grupy widzę, że dopiero wtedy jest to skończony produkt. Sama muzyka mimo tego, że zróżnicowana i nieźle pokręcona, nie potrafi mnie zainteresować na dłużej niż kilka obowiązkowych przesłuchań. Jak dla mnie za dużo tu elektroniki, swoistych wycieczek w rejony dość mocno eksplorowane przez Marilyn Manson. Zdecydowanie wolę, gdy Only Flesh bardziej skupia się na generowaniu brudnego, pełnego energii gitarowego czadu. W chwilach gdy zespół dołoży do pieca i zabrzmi mocniej, muzyka zyskuje pazur i zacięcie, którego brak elektronicznym smutom.

„…from the gutter to the grave” to nie jest płyta zła; po prostu skierowana jest do publiczności o specyficznym guście. Jest to na pewno mieszanka całkiem smakowita dla wszystkich tych, którzy mienią się fanami wspomnianego wyżej MM, dla miłośników brudnego punka czy coraz bardziej popularnego psychobilly, które miejscami dość mocno dochodzi do głosu.

Jeżeli nie macie nic przeciwko sporej dawce czadu i muzycznego kabaretu, to czas spędzony w towarzystwie Only Flesh na pewno nie będzie należał do straconych chwil. Czasem warto nieco spuścić z tonu i zanurzyć się w maksymalnie wyluzowanych dźwiękach, takich jakie proponuje Only Flesh. Końcowa ocena płyty lokuje się gdzieś pośrodku skali bowiem traktuję krążek jedynie jako ciekawostkę…

Wiesław Czajkowski  3