OMOTAI – Fresh Hell (Independent)

Sludge’owy warsztat wespół z połamanymi partiami rytmu? To mi graj, dodatkowo iście hardcore’owa ekspresja i efekt staje się piorunujący. Tak też dzieje i tak przedstawia się drugi krążek Omotai – „Fresh Hell”. Świeżo rzeczywiście jest, bo choć wiele się nie zmieniło od czasu poprzedniczki, to muzyczne przedstawienie w wykonaniu Omotai w świetle nurtu, w jakim płynie, stanowi niezwykle ożywczy produkt.

Wspomniane, progresywne wywody czasem nasuwają skojarzenia w stronę Mastodon, wzniosła melodia przeplata się z palcowymi potyczkami na gryfie. Z kolei wokalne przyśpiewki, oraz matematyczne rozwiązania rytmu natychmiastowo nasuwają na myśl egzotyczne Yakuza. W ostateczności, żaden z wymienionych elementów nie bierze góry, Omotai jest na tyle charyzmatyczne, że nie musi czerpać nadmiernej inspiracji z czyjejś twórczości czy stylu gry, jest zbyt jaskrawym tworem, by tak łatwo go przesłonić. Choć to pozornie młody zespół, przemawia za nim dojrzała pomysłowość w dodatku niebanalne, przejmujące ucho fragmenty z łatwością wsiąkają w wyobraźnię słuchacza, natomiast chaotyczne partie uwierają jak zbyt ciasny but. Omotai we właściwy dla słuchacza sposób układa fabułę, by ten nawet przez chwilę nie zawahał się czy przejść na stronę znużenia.omotai2

Pozorne, lekko stonerowe rozpoczęcie kawałkiem „Get Your Dead Straight” to jedynie przykrywka, gdyż już następny „Back Office” automatycznie klaruje na twarzy słuchacza uśmiech, hardcore/punkowe przytupy, epizodyczny blast i chwilowa dezorientacja to najmocniejsze atuty grupy, a umiejętne ich wyeksponowanie staje się chlebem powszednim Fresh Hell. Budowanie atmosfery opiera się przede wszystkim na odpowiednim umiejscowieniu poszczególnych ładunków ekspresji, toteż prócz wspomnianego rozgardiaszu, znajdziemy wiele chwil na krótki postój, numer „Leg Lifter” wyraźnie to potwierdza. Czasem mamy wrażenie jakby muzyka Omotai teleportowała nas z Houston wprost na bagna słonecznego Savannah, w stanie Georgia – Mekki sludge metalowych klimatów; „Throats of Snakes” to wspomniany teleport, muzyka niemal składa hołd sztandarowi tego nurtu – zespołowi Kylesa.

„Fresh Hell” to jedynie półgodziny rejs wśród dźwięków zatopionych po same krańce w sludge’owej masie, w dodatku wiąże się on z samymi przyjemnościami. Już po raz drugi Omotai zaznacza swoją pozycję, ale nie nadgorliwie, to taki zespół, co nie prosi o zbyt wiele i żeby do niego dotrzeć, nie trzeba daleko sięgać wzrokiem, a jedynie wyciągnąć rękę. I nawet, jeżeli mam wrażenie, że podobne dźwięki gdzieś, kiedyś słyszeliśmy, to nic nie szkodzi by posłuchać ich jeszcze raz w zupełnie nowej odsłonie. Niech muzyka ponownie zatoczy koło.

Adam Piętak

Cztery