OFFENCE – R.A.W (Mad Lion Records)

Jeszcze dziesięć lat temu totalnie kuriozalnym wydawać by się mogło stwierdzenie, że death metalowe granie, którego korzenie sięgają połowy lat 80-tych, wróci do łask a nawet stanie się swoistym, bardzo popularnym trendem. Dziś mamy rok 2014 i trwającą w najlepsze modę na staroszkolne łojenie death metalu. Obserwując tę scenę coraz bardziej dopada mnie myśl, że popularność grania na starą modłę rozrosła się już do takich rozmiarów, że w tej chwili więcej mamy zespołów po prostu gównianych niż tych, które rzeczywiście odkryły o co tak naprawdę chodziło epigonom gatunku. Jednym z nowych spoglądających z wielkim sentymentem na karty historii bandów na naszej rodzimej scenie jest jeszcze może nie wszystkim znany Offence. Jeśli chcecie wiedzieć, do której grupy zalicza się tak skład to niestety, ale musicie przeczytać dalszą część tej recenzji…

„R.A.W” to przysłowiowa beczka old school’owego miodu dla moich uszu lecz tym razem w przeciwieństwie do innych tego typu magicznych artefaktów nie znalazło się tu miejsca dla nawet małej łyżki dziegciu. Na początek o głównych plusach dodatnich. Po pierwsze – dynamika. Offence komponując materiał na swój debiut musiał chyba przetransportować do zespołowej kwatery głównej hektolitry wysokooktanowych płynów, gdyż tylko w stanie upojenia można napisać tak rozwalające system numery. Owszem, jestem świadom tego, że nikt tu nie stara się na nowo sprokurować receptury na proch, ale wrzucając do death metalowego brzmienia solidną porcję punkowej motoryki zespół robi mi bardzo dobrze. Po drugie – brzmienie, może jest tylko i wyłącznie wynikiem użycia takiego a nie innego efektu, ale robi więcej niż dobrą robotę. Sound jaki uwarzył Offence zawiera w sobie charakterystyczną dla wczesnej, szwedzkiej sceny brudną, ciepło-analogową formę. Warto jednak wspomnieć też o tym, że w brzmieniu polskich metalowców więcej jest powietrza i przestrzeni, głównie za sprawą wyraźnie zarysowanego tła. To się moi drodzy nazywa inspiracja a nie kopia. No cóż, mamy brzmienie, mamy dynamikę, dodajmy do tego jeszcze z wyczuciem skrojone numery, odpowiednio dobraną dawkę brutalności i materiał zamyka się jako bardzo dobrze wyglądająca całość.

Offence band

„R.A.W” to old school’owa zabawa pełną gębą; prawdę mówiąc, sięgając po ten materiał trzeba być całkowicie świadomym konwencji z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć bo tylko wtedy jesteśmy w stanie docenić to, że zespół tworząc takie a nie inne piosenki postarał się by mimo wszystko było w nich całkiem sporo własnej tożsamości, przy zachowaniu formy, która teoretycznie nie daje wielkich szans na autorską interpretację. Efekt jest taki, że debiut Offence to płyta na wskroś klasyczna, ale jednocześnie materiał, którego słucha się jednym tchem. A to, że pozostaje wręcz archetypicznie wtórny, paradoksalnie, jest w tym przypadku zaletą a nie przytykiem.

Wiesław Czajkowski

Cztery i pół