OCTOBER FALLS – A Collapse of Faith (Debemur Morti)

Przyznaję, że z October Falls po raz pierwszy zetknąłem się stosunkowo niedawno, bo po wydaniu drugiej płyty – ‚The Womb of Primordial Nature’. Nie muszę chyba wspominać, że po dawce tak genialnych dźwięków byłem kupiony niczym Madame Hortense przez wdzięki Alexisa Zorby, a ekipa imć Lehto z miejsca stała się dla mnie jednym z bardziej pożądanych zespołów. Na szczęście długo nie trzeba było czekać – oto jest najnowszy, trzyutworowy opus Finów.

Na ‚A Collapse of Faith’ chyba jeszcze mocniej słychać wpływ wczesnych krążków Opeth, Ulver i Katatonii na to, co tworzy propozycję October Falls. Gdzieś tam oczywiście przewija się własna recepta grupy na granie mrocznego metalu, ale wydaje mi się, że na poprzednim albumie było ‚fińskiego charakteru’ nieco więcej. Mam bowiem wrażenie, że tym razem zespół stworzył mocniejszą analogię do bardziej utytułowanych kolegów – ot, choćby przez wykorzystanie charakterystycznie rozpisanych melodii gitar akustycznych (końcówka części pierwszej) czy fortepianu (końcówka części drugiej). Na szczęście na ‚A Collapse of Faith’ znalazło się wiele black/dark metalowych riffów, stanowiących niezłe tło dla stonowanych gitarowych melodii i chrypiącego wokalu Lehto. Jestem jednak daleki od stwierdzenia, że te trzy kawałki, zaklęte w nieco ponad 40 minutach muzyki, wgryzły się w moją jaźń i nie chcą jej opuścić. Rozczarowanie? Niewielkie, ale chyba jednak tak. Po prostu brakuje mi elementu, który byłby rozpoznawalny, charakterystyczny tylko i wyłącznie dla tej płyty i tego zespołu. To zbiór nawiązań do najświetniejszych płyt gatunku, ale bez wyraźnie zaznaczonej własnej tożsamości October Falls. Tej musimy chyba szukać na poprzednich wydawnictwach zespołu. Po zderzeniu z ‚A Collapse of Faith’ odczuwam pewien niedosyt. Przede wszystkim opuściła mnie chęć dłuższego obcowania z October Falls i katowania się natchnionymi, smutnymi dźwiękami Finów. Czegoś tej płycie brakuje, czegoś co kazało mi raz po raz delektować się brzmieniem ‚The Womb of Primordial Nature’. Magia uleciała, a zostało wrażenie obcowania z dobrym albumem. Niestety tylko dobrym, bo oczekiwałem czegoś znacznie bardziej frapującego.

Dooban 4,5