OBSCURA – Omnivium (Relapse)

Co powstanie, kiedy spotka się czterech muzyków z techno – metalową przeszłością, absolwentów szkół muzycznych, którzy chcą udowodnić, że „grać potrafią”? Może  powstać techniczny onanizm, czyli kupa, albo coś całkiem sensownego. Obscura, rzecz jasna, sadowi się w samym środku szufladki, którą lata temu założył ś.p. Chuck Schuldiner, dodaje do mikstury całkiem sowitą dawkę blastów i wyciąga z tej mieszaniny już trzeci, pełnowymiarowy album.

Jeśli ktoś uważa, że dobry kawałek powinien zamykać się maksymalnie w półtoraminutowym odcinku czasu, powinien „Omnivium” omijać szerokim łukiem. Trzech Niemców i jeden Holender przyzwyczaiło nas już do tego, że nie potrafią zagrać krócej niż jakieś pięć minut. Taka też jest rozpiętość numerów na najnowszej płycie. Skoro jednak panowie mają takie twórcze ciśnienie, że krócej się nie da, cóż, trudno… Już pierwszy z brzegu, siedmiominutowy „Septuagint” robi za pięknie kaligrafowaną wizytówkę zespołu. Bo mamy tu i akustyczny wstęp, są maniakalne blasty, jest mielenie w średnich tempach i cała masa akcentów i połamanych przejść. Są gitarowe solówki, jest wreszcie epickie, akustyczne zwolnienie okraszone czystymi wokalizami. Czyli normalny zespół wykroiłby z tego pomysły na ¾ płyty. Tak wygląda w zasadzie cały album i pod tym względem nie różni się zbytnio od poprzednika „Cosmogenesis”.

O klasie muzyków (w CV wpisują sobie takie nazwy jak Blotted Science, Necrophagist, Pestilence czy Spawn of Possession…) nie ma się co wypowiadać, bo to światowa ekstraklasa. Może też jest to jedyny problem grupy, bo zawsze, kiedy słucham nagrań Obscura, mam wrażenie, że panowie za bardzo skupiają się na akademickim odgrywaniu poszczególnych – trudnych – tematów, zapominając o poszukaniu dla siebie własnej i choć troszkę oryginalnej ścieżki. Paradoksalnie, zespół trzymając się raz obranego kursu, który teoretycznie sugeruje dużą otwartość i szeroką perspektywę, zamknął sobie okno na świat i w jakimś sensie stał się projektem zaskakująco zachowawczym. Jedyną zmianą, która rzuciła mi się na ucho podczas kontaktu z „Omnivium” to rezygnacja z maniakalnego kopiowania patentów Death. Pojawia się za to ukłon w stronę bardzo, bardzo tradycyjnego death metalu. Taki „Ocean Gateways” mógłby spokojnie zmieścić się na przedostatniej płycie Morbid Angel. Może właśnie dlatego, że odróżnia się od reszty, najbardziej przypadł mi do gustu? Pozostały zestaw, z naciskiem na „Aevum”, „Prismal Dawn” czy „Velocity”, to apoteoza progresywnego, wirtuozerskiego death metalu i każdy fan takiego mielenia będzie wniebowzięty.

Trzeci album Obscura musi – co podkreślam! – być jednak zamknięciem tego rozdziału. Powiedziano tu wszystko w rzeczonym temacie i teraz albo zespół się rozpadnie, albo poszuka czegoś nowego. Możliwości mają nieograniczone, trzeba tylko ciut bardziej ruszyć wyobraźnię i zapomnieć o profesorach z konserwatorium, stojących z rózgami nad głową. Indeksy wyrzucamy za okno, fruuu…

Arek Lerch 4