OBLIVIONIZED – Life Is a Struggle, Give Up (Secret Law Records)

Przygodę z Oblivionized rozpocząłem wraz z pojawieniem się splitu z ociekającym smołą Plague Widow. Wtedy to był zespół stosujący brutalne praktyki perswazyjne, dzisiaj trio z Londynu ma w głowie harce z matematyką i grindcorem.

Zmiana barw wiąże się zawsze z poważnym ryzykiem utraty słuchaczy zaprzyjaźnionych z dotychczasową stylistyką danej grupy. Moim zdaniem, w przypadku Oblivionized ryzyko opłaciło się. Nie to, że miałem coś do obscenicznych rytmów dawnego warsztatu, po prostu dzisiaj jest znacznie lepiej. Bo w czym rzecz? Otóż, po pierwszych kilkunastu sekundach odsłuchu zastanawiamy się, czy rzeczywiście „z tym” Oblivionized mamy do czynienia, bo brzmienie jakieś inne, sekcję rytmiczną zdominowały techniczne połamańce, a wokal przypomina niemal melorecytację. Co się stało? Nie wiem, w każdym na pewno nic złego, bo tegoroczny materiał pokazuje prawdziwe oblicze zespołu żądnego świeżej krwi. I proszę nie mylić pojęć, bo nie chodzi tutaj o syntetyczną popierdółkę, a o świeżość w doborze środków wyrazów, a na „Life Is a Struggle, Give Up” jest ich od groma.o2

Po chwili hałaśliwego wstępu witamy króla w nowych szatach. Cóż za bezpardonowy popis matematycznych możliwości manewrowania rytmem! Tego się nie spodziewałem, mimo, że już wcześniej Oblivionized dało do zrozumienia, że dobrze czuje się w progresywnych klimatach. Dzisiaj mathcore’owy sznyt zdominował formułę grupy, co moim zdaniem idealnie pasuje do jej osobliwego wizerunku. Za chwilę kolejna niespodzianka, powykrzywiane na wszystkie strony partie riffów i perkusji dają się wyszaleć hardcore’owym bujankom. Stymulujący do machania głową groove w numerach „57 % Old”, albo „Whore Dogs” wspaniale oddaje wielo-podmiotowe zaangażowanie muzyków w zaciekawianiu słuchacza. Z kolei takie „I Pity You” to zwrócenie uwagi w kierunku sludge’owych przestrzeni; marszowy rytm i głęboka atmosfera stoją w opozycji do kompozycji reszty numerów i jednocześnie właściwie uzupełniają i tak bogate spektrum pomysłowości. Album kończy się szybko, grindcore’owo czyli. Nie ma poczucia niedosytu, jest za dużo do roboty przy tym albumie, a dosłownie każda sekunda serwuje coś niepowtarzalnie ciekawego i wciągającego. Bez wątpienia jest to album, który zasługuje na uznanie wśród czołowych tytułów ekstremalnej sielanki 2015 roku.

Oblivionized pokazało, że zmiany mogą prowadzić do ciekawych rezultatów. W zasadzie, zmiany, choć słyszalne gołym uchem, nie godzą w pierwotny rdzeń zespołu, w indywiduum oryginalnego charakteru. To młody zespół, może jeszcze wiele się zmienić, ale idąc drogą dedukcji, może być jedynie coraz ciekawiej.

Adam Piętak

Pięć i pół