OBELYSKKH – White Lightnin’ (Exile on Mainstream)

Drugi album młodej, niemieckiej ekipy to, mimo niewielkiego stażu i dorobku, bardzo poważny pretendent do miana jednej z najważniejszych płyt 2012 roku w kategorii stoner/sludge/doom. „White Lightnin’” posiada rasowe brzmienie, które naturalnie kojarzy się z pionierami gatunku, czyli Sleep, Earth czy Electric Wizard. Zresztą, nie jest to dziełem przypadku. Produkcją zajął się nie kto inny tylko Billy Anderson, w przeszłości odpowiedzialny za brzmienie między innymi Cathedral, Eyehategod, High on Fire i Neurosis.

Fachowiec za sterami to jeszcze nie gwarancja sukcesu. Bawarczycy napisali jednak siedem numerów, które otwierają przed nimi furtkę do pierwszej ligi. Słuchając tego pięknego analogowego i bardzo autentycznego brzmienia gitar, widzę rozpalone do czerwoności wzmacniacze lampowe. Czuję drgania fundamentów budynku, które Obelyskkh swoim basowym soundem wprowadzaja w ruch podczas występu na żywo.

Rozpoczynający „The Enochian Keys” to oparty na kilku prostych riffach instrumentalny, sludge’owy taran, swoisty pokaz siły, wbijająca w fotel chłosta przesterowaną gitarą. Podczas kolejnych długaśnych „Elegy” i „The White Lightning” kapela prezentuje w pełnej krasie swoją wyobraźnię twórczą, wprowadzając słuchacza w świat doom metalowych halucynacji i klimatycznych aranżacji. Najlepszy na płycie „Mount Nysa” szybko zapada w pamięć ze względu na łatwy do zapamiętania motyw przewodni. Z kolei zamykający „Invocation to the Old Ones”, ospale oplata pajęczą siecią cuchnącą absyntem i narkotycznym szaleństwem.

Blisko siedemdziesiąt minut, które na „White Lightnin’” zaserwowało Obelyskkh to „jazda” jedyna w swoim rodzaju. Przed użyciem najlepiej skonsultuj się ze swoim lekarzem lub farmaceutą, ponieważ nadmierne spożycie może być przyczyną heavy metalowego uzależnienia.

 

Adam Drzewucki