NUCLEAR VOMIT/F.A.M./GRINDBASHERS – Radical Circus Team (Let it Bleed Records)

Sytuacja jakich wiele: poniedziałek, poranek, kac. Ciężka głowa i wyjątkowo przytłaczająca szarą codziennością podróż do pracy. W takich chwilach człowiek łapie się ostatniej deski ratunku oby tylko przetransportować własne zwłoki do miejsca przeznaczenia. W takich ciężkich chwilach potrzebuję czegoś co postawi mnie na nogi lepiej niż kubek czarnej jak smoła kawy. W takich chwilach potrzebuję grindcore…

 „Radical Circus Team” to materiał widmo. Metalowi historycy zapisali w księgach, że ukazał się w roku 2012, ale jeszcze do niedawna nikt nie widział twardych dowodów na to iż wydawnictwo takie rzeczywiście istnieje. Dopiero kilka miesięcy temu słowo stało się ciałem a plastikowy CD faktem. Nie wiem co było przyczyną tak długiego oczekiwania na ten materiał, ale wiem jedno – w ostatnim czasie nic nie działa na mnie tak dobrze jak rzeczony efekt kooperacji trzech świetnych zespołów. Czy to kac czy zwyczajne zmęczenie materiału „Radical Circus Team” stawia mnie na nogi w mgnieniu oka. Koniec z tym pseudoosobistym rozmyślaniem na temat grindcore. Przyjrzyjmy się zatem bliżej zawartości recenzowanego krążka.

Materiał rozpoczynają z niemałą gracją Nuclear Vomit; pięć numerów wyjątkowo soczystego, death’ującego grindu kopie aż miło. Kto zna ich poprzedni materiał czyli wyborne „Koryto” nie zaskoczy się zawartością piosenek ze splitu. Kto nie zna, może być lekko zszokowany poziomem deprawacji jaki reprezentują mistrzowie wulgarnego szoł z NV. Ładunek energii i czadu jaki zawierają te kompozycje sprawia, że są niczym odpalona petarda w łapie. Wiadomo, będzie bolało jak cholera, ale do końca nie ma pewności jak bardzo. Jeśli nie przerażają was tytuły w stylu „True Anal Warriors” i lubicie czasem zagłębić się twarzą w korycie, jest to materiał dla Was. Kolejnym, równie patologicznym tworem co wyżej wspomniany Nuclear Vomit, jest prezentujący również pięć numerów kolektyw F.A.M.. Różnica stylistyczna nie będzie tu wielka. F.A.M. raczy słuchacza obleśnie ciężkim i obłąkanie brutalnym grindem, w którym wprawne ucho doszuka się również kilku elementów charakterystycznych dla walcowatego, ultra ciężkiego death metalu. Jest w tym graniu moc, jest, że się tak wyrażę pierodlnięcie. Słowem, jest dobrze a brawurowo odegrany cover Manaam świadczy o odpowiedniej dozie dystansu do własnej twórczości.Grafika NV

Zestawienie zamyka holenderski skład Grindbashers proponujący bardzo dosadną, mocno punkującą odmianę grindu. Klasycznie krótkie cięcia zardzewiałą brzytwą nawiązują do twórczości tak doskonałych ekip jak Napalm Death czy Terrorrizer. Mocne, zadziorne granie, które mimo iż nie nosi żadnych znamion oryginalności może się podobać.

„Radical Circus Team” odleżał swoje w szufladzie wydawcy, ale wydaje mi się, że absolutnie nic nie stracił. Trzy hordy, które spotkały się na tym CD nie należą do zespołów, które zwykły zasypywać gruszki w popiele. Tu się gra grindcore a to oznacza tylko jedno: będzie bolało.

Wiesław Czajkowski

Cztery