NORYLSK – Catholic Dictatorship (Selfmadegod Records)

Obserwacja “kariery” niektórych zespołów bywa bardzo interesująca. Szczególnie wtedy gdy daną ekipę masz na celowniku od pierwszych jej kroków, które od razu wydają się nader mile łechtające gust. Los zetknął mnie z Norylsk przy okazji ich debiutanckiego LP; o ile sobie przypominam, nie posiadałem się wtedy z zachwytu nad energią i mocą jaką kipiał ten krążek. Minęło parę lat a tu okazuje się, że chłopaki sprokurowali nowy materiał, który według mojej oceny potencjału jaki posiadał ten zespół na debiutanckiej płycie, powinien urwać łeb przy samej d… No i w tym miejscu muszę stwierdzić, że z tym potencjałem i rozwojem to czasem się trafi a czasem nie. W przypadku Norylsk drugi album jest potwierdzeniem, że zespół posiada ów potencjał, ale nadal w pełni go nie wykorzystuje.

Niestety, ale z drugim krążkiem Norylsk mam od samego początku spory problem. Prawdę mówiąc, spodziewałem się po zespole ciosu tej klasy co ubiegłoroczny, pełen hitów wymiatających resztki szarych komórek Degenerate Ass To Mouth. A dostałem płytę, która może i wstydu nie przynosi, ale w temacie grind/death obraca się raczej w dość sztampowych rejestrach.

„Catholic Dictatorship” to materiał bardzo nierówny. I tak obok prawdziwych petard spotkamy tu numery, które, kolokwialnie mówiąc, zespół mógł sobie darować. Nie wiem, może czepiam się na wyrost, ale czy nie lepiej byłoby gdyby płyta okrojona została do krótkiej, energetycznej ep-ki? Zerknijmy na zawartość krążka trochę bliżej a mam nadzieję zrozumiecie, w czym rzecz. Pierwszy atakuje nasz słuch dynamiczny, grindcore’owy strzał w postaci „F.K.K.” i jeśli pominie się boleśnie infantylny tekst, jest to jeden z lepszych numerów na płycie. Za pierwszym celnie wyprowadzonym ciosem podąża kolejny „Product of Lobotomy” z dzikiem wręcz punkowym wstępem. Jednak po dwóch dobrych kompozycjach następuje zniżka formy w postaci niejakiego „Potential and Flesh” oraz wpadającego w rejony slam death „Mental Alienation”, bez którego życie słuchacza byłoby po prostu lepsze. Mam wrażenie, że Norylsk chcąc za wszelką ceną uczynić materiał bardziej brutalnym, wpadł na mieliznę. Kompozycje takie jak „Sexual Apartheid” czy „Mental Selection” to przecież klimaty, które każdy średnio osłuchany w rejonach brutal death/slamming słyszał już tysiąc i jeden raz. A granie do odgrzewanego, nie pierwszej świeżości kotleta, nie jest chyba priorytetem zespołu, który – co powtórzę po raz kolejny – ma potencjał.Norylsk Band

Norylsk, który przy pierwszej płycie jawił się jako pełen werwy twór mocno aspirujący do ekstremalnej ekstraklasy, wraz z drugim LP nieco obniżył lot i mimo dobrych chęci nadal pozostaje w drugiej lidze bez większych szans na awans o klasę wyżej. Doceniam próbę odświeżenia formuły i walkę z materią brutal death metalu, która to na „Catholic Dictatorship” jest obecna bardzo wyraźnie, ale moim zdaniem zespół właśnie na tej próbie zaliczył poważne potknięcie, sprawiające, że album jako całość jest dość trudny do strawienia. Reasumując: drugi album Norylsk to pozycja, mówiąc dosadnie, dość przeciętna, więc słuchać jej będziecie na własną odpowiedzialność.

Wiesław Czajkowski

Trzy