NON OPUS DEI/ MOROWE – Dziwki Dwie (WitchingHour Productions)

Wieść o tym, że Non Opus Dei wraz z Morowe szykują wspólne wydawnictwo była kilka miesięcy temu jednym z bardziej interesujących newsów jakie przyswoiłem. Dziś, gdy płyta jest już dostępna, wypada stwierdzić dwie rzeczy. Po pierwsze: warto było czekać na nowe nagrania obu hord. Po drugie: teraz gdy mam już jako takie pojęcie w jakiej formie są obie grupy, na ich pełne płyty, które – mam nadzieję – ukażą się niebawem, czekał będę z niecierpliwością. Dziś zaś przyszedł czas na „Dziwki Dwie” i to o tym wydawnictwie chciałbym kilka zdań napisać.

Właściwie to skończyłem już z kolekcjonowaniem CD, ale i tak, gdy dostanę do rąk materiał, który swoją formą wybija się ponad dyskontową średnią, doceniam ów fakt w całej rozciągłości. „Dziwki Dwie” zostały wydane jako bardzo elegancki digipack z ciekawie i nietypowo zdobionym CD oraz wkładką zawierającą krótkie wyjaśnienie konceptu towarzyszącego temu materiałowi wraz z tekstami. Może i nie jest to rarytas na miarę „Eternal Circle”, ale i tak wydawnictwo cieszy oko. „Dziwki Dwie” prezentują się co najmniej zachęcająco…

„DD” witają się z nami za sprawą tytułowego numeru w wykonaniu Non Opus Dei. Ekipa Klimorh’a prezentuje tym razem materiał brzmiący zaskakująco surowo. Jak się okazuje, nagrań dokonano „na setkę” co dowodzi tylko tego, że nawet w dzisiejszym, zmanierowanym świecie są zespoły, które mają charakter i odwagę, by zrobić coś „pod prąd”. Surowe brzmienie tego materiału może początkowo trochę razić (szczególnie miłośników produkcji wypolerowanych), ale jak dla mnie, same kompozycje stoją na tak wysokim poziomie, że pozorna surowica lejąca się z głośników po kilku przesłuchaniach staje się nie wadą a zaletą. Nowe nagrania Non Opus Dei wprost kipią agresją, brutalnością oraz cały czas obecnym w tle transem. Nie wiem, czy to jeszcze black metal czy już nie, ale klimat oraz pomysły, które zespół zaprezentował na tak zwanych dalszych planach są powodem by wyrażać się o tym wzbudzającym kontrowersje materiale nie inaczej niż pozytywnie. Nie wyróżniam żadnej z kompozycji bo też i trzy zamieszczone na splicie numery trzymają bardzo równy poziom. Non Opus Dei nie stroni dziś od różnych rozwiązań wokalnych (growle, czysty głos, krzyk), od ciekawych, gitarowych aranżacji i solówek, być może takie oblicze zespołu jest jedynie wynikiem eksperymentu jakim było nagrywanie na żywo. Nie wiem, ale na dzień dzisiejszy uważam, że Non Opus Dei powrócił nagraniami bardzo udanymi.

Dziwki Dwie nie były by sobą gdyby nie Morowe. Jeśli nawet premierowe utwory ekipy Klimorh’a mogą budzić pewne kontrowersje, to Nihil i spółka grzeją z pełną mocą. Morowe jawi się nam jako zespół o nieco zmienionej formie muzycznej. Z jednej strony słychać, że jest to kontynuacja drogi obranej na „Piekło…”, ale z drugiej strony zespół w swych poszukiwaniach zatacza kręgi o wiele szersze i kopie o wiele głębiej. Chwilami materiał ten zaczyna mi się mocno kojarzyć z Furią, chwilami z jakimś pokrętnym, jazzującym black metalem, który z tym gatunkiem ma już mało wspólnego. Morowe to zespół bogaty formą i tej formy świadomy. Warto podkreślić to, że jest to kolejna, świetnie brzmiąca produkcja jaka wychodzi na świat z logo studia Czyściec. „Obustronne oczy patrzą”, „Kota kat” miażdżą rozmachem, ciężarem i pokrętnymi, muzycznymi obrazami jakie ukazują. Split zamyka „Czyj to głos?” będący właściwie impresją muzyczną w klimacie odjechanego black metalu, który równie dobrze może być starannie zaplanowanym, kompozycyjnym dziełem co improwizacją…

Dziwki Dwie żegnają się z odbiorcą wraz z ostatnim dźwiękiem generowanym przez Morowe. Zostaje nam tylko opluć lub wynieść na piedestał i czekać na pełne płyty obu zespołów.

Wiesław Czajkowski

Pięć