NOISEAR  –  Turbulent Resurgence (Hammerheart Records/Willowtip)

Grind core nadal w natarciu i nadal mający coś do powiedzenia. Ciekawe jest to, że stylistyka, tak dawno określona i mająca w historii zespoły wyprzedzające swoją epokę (Napalm czy Nasum)  nadal jest zaskakująco świeża i przynosi kolejne, dobre płyty. Do takich zespołów, które nobilitują ten rodzaj hałasu do rangi sztuki jest Noisear. Właśnie ukazała się druga płyta kwartetu, na której po raz kolejny mamy wielce przebojowy, znakomity i wyrywający z butów grind.

I w zasadzie nie ma tu niczego odkrywczego – ot cholernie sprawny pałker, gitarzysta, posiadający zmysł kompozycyjny, lekką nostalgię za noise rockiem oraz gardłowy z płucami jak miechy kowalskie. Niby oczywiste a jednak, podobnie jak w przypadku „Subvert  the Dominant Paradigm” także i tym razem chodzę po ścianach gdy słucham tej płyty.  Od razu też rzucają się na uszy różnice między tymi materiałami. „Subvert…” był niemal anarchistyczny w swoim freak – grindowym szaleństwie, zaś „Turbulent…” przynosi dźwięki podobne a jednak zdecydowanie bardziej metalowe w formie, choć wykonanie, długości kawałków i furia, z jaka zespół rzuca się na instrumenty pozostają czysto grind core’owe. Trudno spośród długiej listy krótkich petard wyróżnić jakiś konkretny numer, bo wszystko w zasadzie zlewa się w jeden wielki atak na narządy słuchu. Być może zwrócić uwagę należy na nieliczne a jednak znaczące breakdowny, które są zagrane z takim „kopytem”, że nie sposób ustać w miejscu. Granie grind core’a to zawsze wysiłek i fakt, że w tym zapieprzającym do przodu hałasie zespół potrafi ukręcić bardziej bujający fragment, świadczy o dużej sprawności muzyków. Jak zwykle, żeby zapracować na swoją nazwę, zespół od czasu do czasu wpuszcza do partii gitarowych troszkę noise’owych opiłków, pod koniec płyty serwując wręcz kilka chwil czystego, nie mającego z muzyką nic wspólnego hałasu.

Trudno mi tutaj wysilać się na szczegółowe analizy muzyki, bo i tak skończy się na podniecaniu nad stylem gry pałkera Bryana Fajardo, poza tym, zauważyłem, że krążka zdecydowanie lepiej słucha się jako całości, zamykając oczy i dając się ponieść fali gridnowego przyboju. W takiej formie „Turbulent…” jest doskonały. Co nie zmienia faktu, że „Subvert…” darzę jednak większym szacunkiem za zdecydowanie bardziej schizolski i techniczny atak. Noisear nadal utrzymuje się w pierwszej dziesiątce najciekawszych, grind core’owych formacji.

 

Arek Lerch