NOEL GALLAGHER’S HIGH FLYING BIRDS – Chasing Yesterday (Sour Mash/Warner)

Brytyjska muzyka to The Beatles i Oasis. Na pierwszych się nie załapałem bo byłem za młody, druga ekipa była dla mnie w latach 90- tych tym, czym Pink Floyd dla Johnny Rottena rozkręcającego punkową rewolucję. Wprawdzie koszulki z napisem „i hate Oasis” sobie nie sprawiłem, ale na hasło „britpop” odwracałem się ze wstrętem, uważając, że wszystko, co nie posiada betonowego przesteru i próbuje melodyjnie śpiewać to gówno. Tak było kiedyś. Dzisiaj sam jestem podejrzany o zbytnią miłość do wyspiarskiej sztuki, choć nie zmieniło to mojego stosunku do Oasis. Nie przeczę, z ciekawości zadałem sobie „(What’s the Story) Morning Glory?”, ale dopiero dokonania Noela z High Flyinjg Birds zmieniły mój stosunek do kłótliwych braci. Przynajmniej troszeczkę.

Arogancja, choć sztuce bardzo potrzebna, w przypadku braci Gallagherów osiągnęła w pewnym momencie taki poziom, że pewnie uznali się za nowych mesjaszy i zbawców współczesnej muzyki. Megalomania pomieszana z wiecznymi pretensjami wykończyły Oasis w podobny sposób, w jaki ducha wyzionęli moi ulubieńcy  The Jesus And Mary Chain. Wszyscy zastanawiają się, jak te typy mogły pochodzić z jednej matki. Teraz powód do wzajemnej nienawiści ikon britpopu jest jeszcze większy. Bo Liam, także mocno pretendujący do muzycznego tronu, okazał się być cienkim bolkiem, zaś Noel wysmażył jeden z ciekawszych (tylko) albumów brytyjskiej sceny.

Oczywiście, jeśli ktoś nie lubi takiego podszytego płączliwością, rockowego grania, może sobie kontakt z płytą darować, tym bardziej, że tu i ówdzie porównania do Oasis same się narzucają. Na szczęście, dużo więcej tu ukłonów w stronę klasyki klasyk, bo taki tytuł jak „While The Song Remains The Same” mówi chyba wszystko. Plant z kolegami mogliby też mocno ścisnąć Noela za jaja z powodu „The Girl with X-Ray Eyes”, bo momentami ociera się ten song o lekki plagiacik. Mnie jednak podobają się te fragmenty, kiedy Noel pokazuje swoją kompozytorską i aranżacyjną wrażliwość, bawiąc się brzmieniami i porzucając tą upierdliwą momentami miłość do piosenki. W tych spokojniejszych, może nawet lekko psychodelicznych momentach dostajemy całe bogactwo dźwięków, pomysłów i rozwiązań, świadczących o tym, że Noel idzie w zdecydowanie dobrą stronę. Najciekawszy (dla mnie…) pozostanie zapewne „Balad of the MIghty I”, gdzie gościnnie udziela się inny dziwak z Wysp – Johnny Marr z The Smiths. Co ciekawe, panowie mają na siebie duży wpływ i chciałoby się, żeby może ciut dłużej ze sobą kolaborowali. Gallagher nie boi się wykorzystywać w swojej muzyce bogactwa instrumentów; są kobiece wokalizy, mało rockowe brzmienia, wszystko jednak za sprawą lidera nabiera jakiejś klarowności i ogłady.Noel

Noel wyzwolił się z cienia swojej wielkiej formacji i na drugiej płycie High Flying Birds zyskał nowe życie, trzeba jednak przyznać, że duża w tym zasługa towarzyszących mu muzykantów, bo ci, zajmując miejsce z tyłu, za liderem, są na tyle wyraziści, że decydują o charakterze i smaku płyty. Jeśli zatem szukacie czegoś, co w brytyjskiej, rockowej alternatywie jest szczególnie ciekawego, w tym roku możecie zmierzyć się z „Chasing Yesterday”. Jeśli oczywiście nie macie alergii na Gallagherów.

Arek Lerch

Cztery