NEKROMANTHEON – Rise, Vulcan Spectre (Indie)

Dwie trzecie norweskiego trio z Kolbotn to ludzie z Obliteration, które w 2009 roku zmiotło konkurencję doskonałym albumem „Nekropsalms”. Nekromantheon jednak to zupełnie inna bajka. Tutaj rządzi thrash/speed metalowa maniera i maniakalne walenie łbem w ścianę, aż posypie się tynk i pęknie czacha.

Na płycie dominują wulgarne, prostolinijne i bezpośrednie numery, które z powodzeniem mogłyby znaleźć się na takich kultowych albumach sprzed dwu dekad jak „Schizophrenia”, „Extreme Aggression” czy „Swallowed in Black” wiadomo kogo. Osiem kawałków, które składają się na „Rise, Vulcan Spectre” to półgodzinna uczta, mocno zakorzeniona w najlepszych tradycjach rzemiosła hałasu, biorąc po uwagę brzmienie oraz struktury piosenek. Nie brakuje solówek wiercących dziury w potylicy czy temp, wybijających kręgi z kręgosłupa. Wszystko zgodnie z odwieczną zasadą: gdy człowiek się śpieszy to diabeł się cieszy. Norweskie komando nie zatrzymuje się nawet na moment, dewastując i rozpylając wokół trupi jad. Trudno oprzeć się urokowi tego albumu, będącego bezpośrednią kontynuacją ścieżki wyznaczonej na debiucie „Divinity of Death” z 2010 roku. Pewnie to wszystko zostało już gdzieś wcześniej zagrane, ale przecież najbardziej lubimy piosenki, które już słyszeliśmy. Tak więc, Nekromantheon zamiast stać na czele trendu progresywnych techników-akrobatów, dumnie łoi prostackie i surowe riffy, do zagrania których prawdopodobnie nie potrzeba więcej jak trzech strun.

Adam Drzewucki