NECROWRETCH – Putrid Death Sorcery (Century Media)

Popuśćmy na moment wodze fantazji i wyobraźmy sobie, że przed kilkunastoma laty, gdzieś we Francji przecięły się koncertowe szlaki Death oraz Szwedów z Necrophobic. Kompania Chucka Schuldinera, zmęczona ciągłym wymyślaniem koła, zapragnęła powrócić do pierwocin gatunku, za którego prekursora uchodzi, a załoga bluźnierców z północy dopiero co weszła w romans z ciemną stroną mocy, czego skutkiem jest album zatytułowany, nomen omen, „Darkside”. Ziarno zostaje zasiane. Mniejsza o to, jak. Bękartem, który po upływie wielu wiosen i znacznej ilości wody w Sekwanie zeń wykiełkuje, będzie „Putrid Death Sorcery” – debiut młodzieży z Necrowretch

Co skłonić może metalowego giganta pokroju Century Media do wzięcia pod swój mecenat kilku chłystków bawiących się w hałas i niepokojących swym ekstremalnym hobby najbliższą okolicę? Prawdopodobnie to, co urzekło sterników owej wytwórni już przeszło dwie dekady temu, gdy decydowali się dać szansę równie nieopierzonym w tamtym czasie muzykantom z Asphyx czy Morgoth. Strzelam, że we wszystkich tych kazusach kluczową rolę odegrała rzadko spotykana, trudna do nazwania wypadkowa talentu, determinacji i młodości. Necrowretch, wydając pierwszego longplaya w 2013 roku, ma nad starszymi kolegami jeszcze tę przewagę, że do swej dyspozycji ma blisko trzydziestoletni dorobek metalu śmierci, który tamci wraz z wieloma innymi skrzętnie budowali. Francuscy młodzieńcy oczywiście nie wahają się czerpać z tego dorobku. „Putrid Death Sorcery” oferuje muzykę jakby żywcem zahibernowaną w innej epoce – nieskomplikowaną strukturalnie, choć w odróżnieniu od większości retro-błaznów skutecznie wywołującą atawistyczny metalowy zew. Utwory poprowadzone zostały według jednolitego schematu, zakładającego oszczędność, ale i wymowność riffów. Te ostatnie zaś stanowią proste, wręcz nastoletnio naiwne sekwencje akordów, przeplatane szybkim tremolo. Owa naiwność jest tu jednak tylko atutem. Gdyby nie ona, kwiatki takie jak otwierający „Ripping Souls of Sinners” czy kompozycja tytułowa nie sprawiałyby tyle radości, a wręcz popadały w banał. Świadomość młodego wieku twórców każe jednak w pierwszej kolejności dostrzec nie brak innowacyjności, a spójność i przekonanie co do wizji własnego brzmienia.  Zresztą, nie jest też tak, że tym jedenastu trwającym przeważnie po niecałe trzy minuty numerom brakuje charakteru. Fajnie, że czuć od nich prawdziwe nieokiełznanie – bębniarz w śmiercionośnym pędzie lekko spóźni przejście między staccato a kolejnym blastem, skrzekliwy Vlad wykrzyczy jakiś wers wdzięcznie kalecząc angielską wymowę, a proporcje w miksie czasem pływają. Pomimo retrospektywnego ducha całości, nie wyczuwam na „Putrid Death Sorcery” ani sekundy kalkulacji. Natomiast spontaniczność, którą zamiast niej dostaję, gwarantuje frajdę od początkowego fade-inu aż do ostatniego taktu i wzbudza mój życzliwy uśmiech nawet wtedy, gdy w przedostatnim na płycie „Necrollections” słyszę echa głównego riffu „Pull the Plug”.

Chociaż Necrowretch ledwie wychylił łebek z okopów metalowego podziemia, to zestaw dobrych inspiracji oraz ich umiejętne wykorzystanie wyróżniają Francuzów w dzisiejszym nadmiarze poprawnych odtwórców. Wypada również powinszować wytwórni, że swym zaufaniem obdarowuje, może nawet nieco na kredyt, twórców niezupełnie jeszcze oszlifowanych, acz obiecująco rokujących, ewentualne niedoskonałości swego fachu przekuwających w potencjalne atuty.

Cyprian Łakomy

Pięć