NECROVOROUS -Funeral For The Sane  (Blood Harvest)

Grecki death metal? Czemu nie, skoro również w tym kraju pojawia się coraz więcej przyzwoitych bandów parających się śmiertelną sztuką. Płytę rozpoczyna mroczne, mogące kojarzyć się z dobrym kinem grozy intro („Sanity’s Fall”), które doskonale wprowadza w atmosferę dźwiękowej rzezi, jaką serwuje nam Necrovorous w dalszych odsłonach zawartości „Funeral for the Sane”.


Grecy z Necrovorous potraktowali nagranie albumu bardzo serio, co dało naprawdę świetny efekt. Już w pierwszych chwilach moją uwagę zwróciło brzmienie gitar, które zespół wypracował w studio. Tłusto, topornie z mega dawką brudu tak, jakby nagrań dokonano co najmniej dwadzieścia lat temu. Ktoś może powiedzieć, że jest to mankament płyty i że wtórność goni tu wtórność. Osobiście uważam, że kolejny, death metalowy zespół wygrzebany w undergoundzie po prostu mnie zmiażdżył… Za odtworzenie specyficznej atmosfery starych nagrań należą się Necrovorous gromkie brawa. Jednak nie samo tylko brzmienie, budzące miłe sentymenty, świadczy o tym, że „Funeral for the Sane” jest płytą dobrą. Główną zaletą muzy jaką proponują na swoim najnowszym wydawnictwie Grecy jest wysoka jakość samych kompozycji. Ktoś ma tu naprawdę niezły zmysł kompozytorski, bowiem album robi wrażenie płyty spójnej i przemyślanej. Old school niepodzielnie rządzi na „Funeral for the Sane” lecz oprócz tego mamy tu kilka pomysłów rodem z ociężałego, funeralnego doom czy też atmosferę niemal podniosłych, black metalowych hymnów.

Necrovorous wiedzą, jak zrobić słuchaczowi krzywdę. Posłuchajcie takiego „The Flesh that Smiles” , świetne, mocno zakręcone jak na staroszkolny death metal riffy bez problemu wgniatają w ziemię.

To jest też jeden z ciekawszych aspektów tej płyty; obok prostych, deatho’wych walców pojawiają się tu również kompozycje wzbogacone naprawdę nieźle pogiętymi gitarami czy nietypowym aranżem. Wszystko to podane jest w otoczce stuprocentowego old school death metalu, co jak dla mnie jest wielką zaletą tego albumu.

Oprócz wspomnianego wyżej „The Flesh…” wyróżniłbym też „The Vilest of All Dreams” (świetny, walcowaty doom/death…), bardzo Autopsy’owy w swym klimacie „Mind Lacerations” oraz w sumie prosty i wprost stworzony do koncertowego szaleństwa „Malignant Entrapment”.

Całości dzieła dopełnia kilka całkiem zgrabnie wyciosanych z opornej materii solówek, bez zbędnej wirtuozerii czy nadęcia; po prostu dają chwilową odskocznię od brutalnego ciężaru dominującego na płycie.

Necrovorous nagrali zdecydowanie najciekawszy album w swojej karierze. Płytka dostępna będzie w formacie CD oraz LP i przyznam szczerze, że najchętniej zmierzyłbym się jeszcze z jej zawartością podaną na czarnym krążku.

Zabrzmi to banalnie i prostacko, ale album ten dla miłośników old school death metalu to po prostu mus!

Wiesław Czajkowski 5,5