NECROVATION – Necrovation (Agonia Records)

Słuchając płyt takich jak „Necrovation” nie martwię się o przyszłość death metalu. Nawet jeśli nie wrócą już jego złote lata, a płyt pretendujących do miana przyszłych klasyków jest zdecydowanie mniej niż dwie dekady temu, to i tak raz na parę miesięcy trafia się jakaś perełka, która podnosi mi ciśnienie.

Nie chciałbym jednak krzywdzić Necrovation wrzucając ich do jednego wora z „nową falą” czegoś tam czy „typowym brzmieniem z „…”. O ile bowiem poprzednie dokonania tego zespołu były przede wszystkim ukłonem dla najczarniejszych odmian hałasu, których bogami są Necrovore, Mefisto i Grotesque, o tyle ich najnowszy krążek oferuje już znacznie więcej. Na pierwszy rzut ucha można nawet oskarżyć Necrovation o złagodzenie formy, bo cuchnące starym lochem brzmienie „Breed Deadness Blood” ustąpiło miejsca czemuś znacznie bardziej klarownemu. Wciąż jednak jest to bliskie temu jak brzmi prawdziwy zespół w sali prób, a piekielny duch lat 80. unosi się nad tymi dźwiękami jak zły omen, być może nawet bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Po prostu muzyka Necrovation przybrała znacznie bardziej wyrafinowaną, a przez to ciężkostrawną dla nieosłuchanego ucha formę. Nie znajdziecie tu cyfrowo poprawianych kawałków sklejanych naprędce w studio, czy schematycznej łupanki typu zwrotka/refren/zwrotka. Tutaj grają doświadczeni muzycy, którzy do swojego fachu podchodzą w sposób świadomy. Podczas słuchania „Necrovation” przychodzą mi na myśl takie płyty jak „Soulside Journey”, „Gardens of Grief” czy o wiele młodsza „Transformation” Sonne Adam. Muzyka nieco inna, trudniejsza i skazana raczej na status kultowej niż na pierwsze miejsca w podsumowujących dany rok rankingach.

Zostawmy jednak innym poszukiwanie taniego poklasku. Nawet jeśli zawarte na tej płycie dźwięki okażą się zbyt trudne w odbiorze by podbić serca fanów stylizowanego na późne lata 80 „umpa-umpa”, wrażliwe na zgniliznę ucho dostrzeże w niej ten pierwiastek szaleństwa, który właściwy jest płytom czyniącym w psychice trwałe spustoszenie. A przy odrobinie cierpliwości można tu odnaleźć dużo, dużo więcej…

 

Michał Spryszak