NECROPHAGIA  – Deathtrip 69 (Season Of Mist)

Wraz z premierą nowej płyty NECROPHAGIA zacząłem zastanawiać się nad tym z czego właściwie wynika fenomen tego zespołu? Przecież muzycznie ekipa Killjoy’a nie prezentuje niczego wybitnego a nawet zdarzały im się wydawnictwa, o których lepiej byłoby nie pamiętać. Dotychczasowe dokonania tej formacji spokojnie możnaby określić jako dość toporny a chwilami powiedziałbym nawet lekko siermiężny death metal – czyli tak naprawdę nic specjalnego…

Mimo powyższych słów NECROPHAGIA w swojej muzyce od zawsze miała dwa elementy, które powodują, że w moim osobistym rankingu stawiam tę grupę na równi z Wielkimi Bogami Death Metalu. Pierwszym jest niesamowicie charyzmatyczny wokalista o oryginalnej barwie głosu i niespożytych wprost pokładach energii. Drugim natomiast gęsta, duszna, niepowtarzalna atmosfera, która nadaje tym prostym w gruncie rzeczy dźwiękom szczególny wymiar. Celowo nie wspominam o krwawej otoczce balansującej na pograniczu dobrego smaku, bowiem nie to jest moim zdaniem w muzyce najważniejsze. „Deathtrip 69” to szósty studyjny album w ponad dwudziestoletniej karierze NECROPHAGIA. Tym razem Killjoy przed sesją przeorganizował po raz kolejny skład i zaprosił do nagrania płyty nieznanych szerzej, młodych muzyków. Słucham tego albumu już od jakiegoś czasu i prawdę mówiąc budzi on u mnie bardzo mieszane odczucia. Zanim jednak zacznę narzekać, wypada napisać kilka słów o pozytywnych stronach tego materiału. Od samego początku słychać, że jest to najbardziej zróżnicowany muzycznie longplay NECROPHAGIA. Świeża krew w postaci nowych instrumentalistów zdecydowanie odmłodziła ten zespół. Sporo tu kombinowania, zmian temp i całkiem udanych, aczkolwiek dość melodyjnych partii solowych. Jest to niewątpliwie najszybszy album w karierze grupy, chwilami mam też wrażenie, że obecne wcielenie Necro odchodzi dość zdecydowanie od death metalu. Pojawiają się patenty rodem z czystego, thrashowego łomotu oraz numery, które z metalem w ogóle wspólnego wiele nie mają. Wszystko to ubrane jest w mocne i czytelne brzmienie. Trochę boję się tego, co zaraz napiszę, ale NECROPHAGIA stała się nowoczesna i zdecydowanie łatwiejsza w odbiorze dla dzisiejszego słuchacza.

Z mojego, subiektywnego punktu widzenia nie są to do końca zmiany na lepsze. Owszem, doceniam to, że Killjoy odnowił nieco dźwiękową formułę swojego bandu. Nie mogę się jednak oprzeć wrażeniu (właściwie po kilkunastu przesłuchaniach mam już pewność…), że to swoiste wietrzenie, jakiemu została poddana NECROPHAGIA, skutecznie usunęło również ten zatęchły, obleśny klimat, który tak kochałem. Nie mam zamiaru krytykować zespołu za numery typu „Death Valley 69” bowiem zamieszczenie kawałka w stylu country/blues traktuję jako dobry żart. Natomiast to, że zespół ten nie jest już tak ohydny jak kiedyś, uważam za zdecydowaną wadę płyty. Być może zachowuję się jak klasyczny, twardogłowy fan, który nie dopuszcza do siebie możliwości, że muzycy jednak ewoluują, ale swojego zdania będę bronił i nie zamierzam go zmieniać.

„Deathtrip 69” to zdecydowanie najlepiej zagrany i skomponowany materiał, jaki kiedykolwiek ukazał się z logo NECROPHAGIA, ale płyta ta nie zostanie moją ulubioną w ich dyskografii. Zespół powoli zaczyna tracić to ”coś”, dzięki czemu był zawsze zjawiskiem wyjątkowym na scenie muzycznej; jak dla mnie, mimo pewnych niedostatków zdecydowanie więcej znaczyć będą starsze albumy grupy.

Wiesław Czajkowski 3,5