NAXATRAS – II (Made of Stone)

Ileż to się w ostatnich latach nasłuchaliśmy o lenistwie jako narodowej przywarze Greków, nieprawdaż? (chyba wiecie, co mam na myśli…) Jednak – na co ten album jest najlepszym dowodem – wrodzona ospałość może czasem wyjść na dobre – tworząc taką muzykę, być nadpobudliwym wręcz nie wypada.

Mowa oczywiście o samej zawartości merytorycznej nagrań zespołu Naxatras – wszelkie ich posunięcia pozasceniczne są bowiem podręcznikowym lenistwa zaprzeczeniem. W rok po wydaniu debiutanckiego długograja, dzięki któremu z miejsca weszli właściwie do pierwszej ligi gatunku, postarali się o spłodzenie godnego następcy. Jaka jest „II” w porównaniu do poprzedniczki, która przez recenzentów i entuzjastów muzyki zgodnie okrzyknięta została mianem „instant classic” i w przeciągu roku uzyskała niemal 1,5 miliona wyświetleń na YouTube (imponujący wynik, musicie przyznać…)? Bardziej skondensowana czasowo, za to mniej muzycznie, jakby Grecy stwierdzili, że po jakże ciepłym przyjęciu debiutu, nic już nie muszą. Ani się spieszyć, ani niepotrzebnie zagęszczać tematów, które mogliby przecież radośnie eksplorować przez długie minuty. W efekcie na „II” widzimy zespół śmiało zapuszczający się w co bardziej odległe i ciemniejsze sfery swojego Kosmosu – wszędzie tam, gdzie do tej pory go nie było.

Pozwolę sobie w tym miejscu na małą dygresję – jakiś czas temu miałem przyjemność recenzować ostatni album Death Hawks. Słuchając nowej płyty zespołu z Salonik, momentami nie mogłem się nadziwić, jak bardzo muzyka obu zespołów jest ze sobą spokrewniona. Poruszają się przecież w obrębie dokładnie tych samych emocji – różni się tylko paleta barw, za pomocą których starają się je malować. I, mimo tego bliskiego powinowactwa, Naxatras jest powszechnie uznawany za pełnoprawnego członka sceny stonerowej, a Finowie już zawsze w świadomości ludzi będą zespołem „kwaśno-psychodelicznym”. Bardzo ciekawy przykład zjawiska, które można od czasu do czasu zaobserwować – „zawłaszczania” sobie przez dane środowisko grupy nie do końca do niego pasującej. Taki wybryk natury.band

Przechodząc do sedna – rzeczywiście, jest coś, co tłumaczy cały fenomen Naxatras. Musi być przecież! Irytuje mnie tylko fakt, że nie mogę tego „czegoś” nazwać. Przy pierwszym przesłuchaniu „Proxima Centauri” miałem wrażenie, że to tylko jeden motyw ogrywany w różnych tempach i wariacjach. Że nie ma w tym wszystkim jakże przeze mnie pożądanego opowiadania historii. Kolejnych kilka odtworzeń spowodowało jednak, że moje poglądy wykonały radykalną woltę o 180 stopni. Złapałem się na tym, że choć niby nic tu szczególnego nie ma, chcę do tych dźwięków wracać i z każdym kolejnym powrotem uświadamiać sobie, jak bardzo się z początku myliłem.

A weźmy taki „Sisters of the Sun”- zdecydowanie najbardziej przystępny utwór z całego album, oraz  jedyny okraszony wokalem. To przecież zupełnie inna historia: typowe bezdroża, wylegujące się na głazach legwany… piosenka drogi w duchu takich The Black Angels chociażby. Oczywiście, w sosie greckim. I już taka stylistyczna rozbieżność dwóch sąsiadujących ze sobą na „liście płac” kawałków pokazuje, że Naxatras nie zamierza się jednoznacznie gatunkowo określać; zamiast tego wrzuca do gara z napisem „II” trochę tego, trochę owego, bardzo dobrze się przy tym bawiąc. Skłonność do eksperymentów jest widoczna także w „Morning Star”, wypełnionym po brzegi żałobnymi jękami saksofonu. Widzę oczyma wyobraźni ten właśnie utwór ubogacający scenę finałową jakiegoś dobrego filmu. Greckiego, rzecz jasna. Środek lata, gdzieś nad Morzem Śródziemnym, wokół ogrom drzew oliwnych. Tłum ludzi ubranych w kwieciste koszule – rozchodzą się po właśnie zakończonym pogrzebie przyjaciela. I z jednej strony jest im oczywiście smutno, bo przecież ktoś umarł, ale z drugiej cieszą się, bo mogą w końcu iść do domu, gdzie czekają na nich tzatziki. Wiem, co czują, bo mam w tym momencie dokładnie tak samo. Bo myślę sobie: To już tyle? To wszystko, co do zaoferowania ma prawdziwa rewelacja ostatnich miesięcy?! Ale jednocześnie wiem, że będę do tej płyty często wracał – chociaż czym konkretnie mnie ujęła, pojęcia szczerego nie mam.

Adam Gościniak

Zdjęcie: Maria Pararlama

Pięć