NARROWS – New Distances (Deathwish)

Narrows to moje osobiste, nieco spóźnione odkrycie, jeśli chodzi o ambitny hardcore, który w dodatku nie zna granic. Najnowsze dzieło Amerykanów to muzyka najwyższej próby, łącząca w sobie wszystko, co najlepsze w niezależnym hałasie ostatniego roku.

Gdyby zmusić Neurosis do zatrudnienia na stanowisku fizycznego pałkera Converge, pewnie ich muzyka brzmiałaby tak jak dźwięki „New Distances”. To może trochę naciągana teoria, ale dobrze obrazująca hałaśliwą emanację Narrows. Na muzykę zespołu składają się trzy elementy – bardzo precyzyjny, trzymający wszystko w ryzach rytm, ewidentnie trasowy klimat całości  i gitarowe eksperymenty, rozciągające się od połamanych, trudnych riffów aż do psychodelicznego noise. Do muzycznego kotła zespół wrzucił, obok hard core’a odrobinę noisu, math rock, szczyptę metalu  i ponury, sludgeowy posmak. Czasami jest bardzo gwałtownie („Gypsy Kids”, „Sea With”), jednak zespół w każdym tempie potrafi zahipnotyzować. Moimi niewątpliwymi faworytami płyty są nieco doom’owy „The Fourragere”, niepokojący, wyciszony „Marquis Lights” i cudownie zaaranżowany, piekielnie rytmiczny „Chambered”. Zresztą, nie będę ukrywał, że jestem fanatykiem tej płyty. Każdy dźwięk został precyzyjnie zaplanowany, przemyślany i nic nie jest tu przypadkowe. Co ciekawe, mimo ewidentnie eksperymentatorskich ciągotek zespołu, muzyka jest bardzo koncertowa i choć nie spodziewam się, że prezentacja grupy na żywo może przyćmić furiatów z Dillinger Escape Plan, to i tak Narrows pozostaje moim koncertowym marzeniem. Może uda mi się ich zobaczyć na scenie, na razie katuję płytę i jednocześnie konstatuję, że Deathwish coraz bardziej zaczyna mi przypominać hardcore’owy Relapse. Takie, tam, moje porównania…

Arek Lerch 6