NAILS – You Will Never Be One of Us (Nuclear Blast)

W epoce kryzysu, gdy płyty CD sprzedają się coraz gorzej, wytwórnie muzyczne sięgają często po środki zaskakujące. Takim właśnie zabiegiem jest świeżutka premiera nowego krążka undergoundowych niszczycieli ciszy z Nails w barwach metalowego dyskontu czyli Nuclear Blast. Prawdę mówiąc, od pierwszych newsów w tym temacie byłem dość sceptyczny, a może bardziej – mocno zaskoczony całą sytuacją. Oto jeden z moich ulubionych, morderczo-grind’owych składów wydaje materiał w labelu, którego obecny katalog przypomina nic innego jak muzyczny fast food z około metalową papką dla każdego i dla nikogo. Dziwne? Wbrew pozorom z takiego układu mogło wyjść całkiem sporo dobrego dla obu stron, ale kluczowe wydaje się pytanie czy krążek, który Nails uwarzył na potrzeby pompowania balonika pod nazwą „płyta roku” to rzeczywiście album niszczący system do samych fundamentów? Moim zdaniem nie do końca…

Słyszałem już opinie, że krytyczne podejście do „You Will Never…” jest wynikiem uprzedzenia do patrona tegoż albumu czyli Nuclear Blast. No cóż, nie pałam do wspomnianej wytwórni zbyt wielkim szacunkiem, ale za to twórczość Nails bardziej niż lubię dzięki czemu w ocenie tego materiału udało mi się (mam nadzieję) zachować przyzwoitą dozę obiektywizmu. „You Will Never…” to moim zdaniem płyta dobra. Tylko tyle i aż tyle. Nails wraz z tym materiałem nie przekracza granic ekstremy, które wytyczał na poprzednich krążkach. Z drugiej strony nazwać trzeci album Nails krokiem w tył będzie dużym nadużyciem. Ocena tego materiału nie jest prosta gdyż zwyczajnie różni się on dość mocno, i to w kwestiach raczej zasadniczych, od stylu jakim zespół Todd’a Jones’a epatował do tej pory.

Poprzednie albumy grupy zbudowane były na solidnym, pełnym brudu, hardcore’owym fundamencie. Element ten był mocno wyczuwalny zarówno w sferze samych kompozycji, sposobie budowania dynamiki poprzez tempa jak i, co niemal oczywiste, w brzmieniu. Dawało to efekt w postaci muzyki niezwykle wkurwionej, wulgarnej i brutalnej. Innymi słowy – ekstremalnej w najczystszy i jednocześnie najbardziej dosadny sposób. „You Will Never…” ukazuje Nails jako zespół odrobinę odmieniony. Nadal jest to niszcząca wszystko na swojej drodze, pełna furii maszyna lecz dziś bliżej jej do metalu niż dzikiego hc/punka. Rozumiem chęć poszukiwań, rozwoju, szukania dla siebie nowych dróg lecz moim zdaniem „zmetalizowanie” nie wyszło temu zespołowi na dobre. Być może wiele osób nie wyczuje tej różnicy, ale Nails stracił część pazurów i zębów. Trochę to wygląda tak jakby doświadczony w ulicznych bijatykach skurwiel zaczął trenować w eleganckim klubie sportowym gdzie może i nadal wylewa się hektolitry potu, ale krwi leje się już mniej.

12565415_1031360543571854_3108826293415470461_n

Tak jak pisałem wyżej, nowe dzieło Nails to płyta dobra. Nadal bardzo witalna, wkurzona na cały świat i pełna bezkompromisowej agresji. Mimo, że jest to najdłuższe dotychczas wydawnictwo zespołu, gro numerów to krótkie, brutalne strzały z absolutnie pierwszoplanowym numerem tytułowym, który kolokwialnie mówiąc, wali w ryj jak się patrzy. Wszystko chodzi jak trzeba, pięknie się zazębia i tworzy bardzo intensywną formę, która przywodzi na myśl nie człowieka a maszynę. Gdybym miał wskazać jeden aspekt nowej płyty Nails, który sprawia, że jeszcze do niej wrócę, jest to właśnie nieludzka forma muzyki. Precyzyjny, niszczący z mechaniczną siłą huragan bez emocji.

Ostateczna ocena „You Will Never…” to rzecz bardzo subiektywna. Dla mnie jest to płyta inna od dwóch poprzednich w sposób, który nie do końca mi pasuje. Brak mi tu furiackiego, brudnego hc, który ustąpił miejsca bardziej ułożonym, zmetalizowanym formom. Jestem jednak w stanie zrozumieć, że znajdzie się spore grono słuchaczy, które stwierdzi, że jest to najlepszy materiał zespołu i to „naj” pod każdym, możliwym względem. No cóż, ocena muzyki wynika również z oczekiwań a co do Nails i ich trzeciej płyty oczekiwałem bardzo wiele. Prawdę mówiąc, oczekiwałem albumu, który wgniecie mnie w ziemię… dostałem natomiast starannie zaplanowaną i wykonaną wyjątkowo precyzyjnie rzeź, która w gruncie rzeczy nie jest żadnym novum.

Reasumując, „You Will Never…” to po prostu dobra płyta. W żadnym wypadku nie jest to najmocniejsza rzecz z około grindcore’owych rejonów jaka ukaże się w roku 2016.

Wiesław Czajkowski

Cztery