MYTHIC SUNSHIP – Upheaval (El Paraiso Records)

W 2011 roku dwójka muzyków duńskiego Causa Sui, gitarzysta Jonas Munk oraz perkusista Jakob Skøtt, postanowiła założyć małą niezależną wytwórnię – El Paraiso Records. Obok płyt Causa Sui i własnych projektów pobocznych, wydają też m.in. pochodzący z Danii spirituals jazzowy kolektyw Shiggajon, czy psych-rockowe trio Papir. Większość artystów znajdujących się pod skrzydłami El Paraiso Records ma w sobie ducha pokrewnego do Causa Sui i nie inaczej jest z Mythic Sunship, którzy wypuścili właśnie swój 6. krążek. Wynik całkiem imponujący jak na dziewięciolatka.

Jak możemy przeczytać na stronie wytwórni oraz usłyszeć na nowym albumie, pomimo że nazwa zespołu jest miksem tytułów płyt Johna Coltrane’a i Sun Ra, nie gra on jazzu, chociaż ze wspomnianymi artystami niewątpliwie ma wiele wspólnego. Na „Upheaval” czuć inspirację spiritual/free jazzem, ale też space, stoner i krautrockiem. Już pierwsze takty „Tectonic Breach” zasiewają w nas ziarno niepewności – jesteśmy w gorącej Kalifornii czy mroźnym Berlinie? Każda gitara zdaje się grać co innego, a praca sekcji rytmicznej tylko potęguje poczucie chaosu. Wszystko to sobie powoli płynie i nie wiadomo, dokąd nas zaprowadzi. Co ważne – Duńczycy potrafią używać gitarowych efektów. Nie czujemy przesytu ani skołowania spowodowanego ich nadmiarem oraz nieadekwatnym użyciem, co jest częstym grzechem sporej części jam bandów. Podoba mi się mechaniczna repetytywność niektórych fraz; to świetnie buduje napięcie, sprawia że wszystko buzuje tam gdzieś pod powierzchnią. Słuchając „Upheaval” można zupełnie stracić poczucie czasu, brakuje punktu odniesienia, te jamy wsysają i aż do końca nie chcą puścić. Nawet te bardziej szalone momenty, jak choćby wściekły „Cosmic Rupture” mają w sobie coś hipnotyzującego. Po pierwszym przesłuchaniu wydaje się, że panowie po prostu sobie grają i sami nie wiedzą, dokąd ich te jamy zaprowadzą, po kilku kolejnych odsłuchach okazuje się, że… to prawda! I na tym też polega moc tego krążka, wszystko tutaj cały czas płynie, bez jakiejkolwiek kalkulacji. Fajnie wychodzą z muzyków ich inspiracje – to często pojedynczy riff, krótki fragment. Tu Kyuss, tam Black Sabbath, a jeszcze gdzie indziej iście hendrixowska solówka.Band

Na „Upheaval” Duńczycy znaleźli złoty środek między dusznymi, pustynnymi jamami, a wykalkulowaną, niemiecką, mechaniczną precyzją. A kiedy gorące powietrze zderzy się z chłodnym, mamy burzę. I uwaga! Przed tą burzą nie radzę uciekać. Nie sposób uniknąć w przypadku Mythic Sunship porównań z Causa Sui – i zdecydowanie, wszyscy fani tego zespołu powinni po „Upheaval” sięgnąć. Zresztą – nie tylko oni.

Paweł Drabarek

Pięć