MY AUTUMN – Back To The Future (wyd. własne)

Ruskie z My Autumn po każdej zmianie składu wracają silniejsi niż przedtem. Odejście Marka Mironova do Betraying The Martyrs miało być końcem kapeli, a tu niespodzianka, młodszy od niego mieszkaniec St. Petersburga, Pavel Korchagin nie dość, że wszedł w jego buty, to dopierdziela do pieca mocniej niż Mironov. Nie tylko on, bo „nowe” gardło Pavel Gorbatov, brzmi kompletnie nieludzko, podobnie jak krzykacze Burning The Massess, a dokładniej jeden koleżka, który od niedawna próbuje sił w scenie EDM – Big Chocolate.

Poza objawieniem siły drzemiącej w dwu kluczowych nabytkach zespołu, My Autumn po raz n-ty dowodzi jak bardzo są niedoceniani. W tym już mocno wyeksploatowanym gatunku jakim jest deathcore, zawsze byli – niesłusznie – stawiani gdzieś za amerykańskim szeregiem. Zresztą, nie tylko oni, bo Rosja ma do zaoferowania znacznie więcej. Po blisko dekadzie grania, dopiero teraz, mając w zanadrzu recenzowany longplany „Back To The Future” są gotowi porządnie namieszać. Jednakże debiut Rosjan mimo udziału „gwiazd” deathcore’a, jak np. frontmanów zdobywającego uznanie Slaughter to Prevail i prawdziwej, nomen omen, kosy – Boris The Blade – jest dziełem zbyt mocno uzależnionym od gości. Dla przykładu – flagowy utwór „The Lost Meridian” nigdy nie zostanie odegrany z czystymi wokalami. Nie mam im tego za złe, ale po co umieszczać taką wersję na płycie, skoro jak wiemy od lat, na koncertach wygląda to inaczej?

My Autumn band

Kolejna rzecz. Natłok wpierdolu zawartego na „Back to the future” powoduje, że utwory praktycznie się od siebie nie różnią. Nie pomagają ani thrashowe zagrywki, groove a’la Emmure i grindcore’owe wtręty (a nawet symfoniczne dodatki „Picture”), skoro przez główną manierę wokalisty i breakdowny robi się z tego, przynajmniej dla bardziej obeznanego w temacie, papka. Nie przeczę, że w swojej klasie są naprawdę istotnym graczem, acz nawet w tak gęstym i przepełnionym blastami łomocie, powinno się znaleźć miejsce na oddech.

Przez brak mniej podręcznikowego podejścia do tematu, debiut My Autumn znacząco traci w moich oczach, a co za tym idzie, nie przypadnie do gustu bardziej wyrafinowanym słuchaczom. Zresztą, deathcore od dawna jest mało atrakcyjny, a z całą pewnością od chwili zawieszenia działalności przez Despised Icon i All Shall Perish. My Autumn, jeśli uda im się znaleźć odpowiedni label, mają szansę stanąć w szranki z Amerykańskimi i Australijskimi załogami. Scena ma miejsce dla nowego, dużego gracza. Jeśli im się to uda, oby nie zaprzepaścili swojej szansy. „Back to the future” jest furtką do kariery.

Grzegorz „Chain” Pindor

Trzy