MURDER CONSTRUCT – Results (Relapse)

Pisząc o tym zespole grzechem byłoby nie wspomnieć o muzykach, którzy na ekstremalnej scenie nie są nowicjuszami. Zawartość „Results” mówi sama za siebie i broni się bez jakichkolwiek marketingowych haseł. Trudno jednak powstrzymać się przed użyciem następujących słów: grindcore’owy dream team.

Trzon stanowią starzy, dobrzy znajomi z Intronaut, Exhumed i Phobia, czyli hiperaktywny i nadzwyczaj wybuchowy w swojej grze pałker Danny Walker oraz gitarzysta i wokalista Leon del Muerte. Ponadto posiadający niepowtarzalny głos Travis Ryan z Cattle Decapitation, dawny członek tego zespołu gitarzysta Kevin Fetus oraz basista Bad Acid Trip Caleb Schneider, gdzie nota bene ostatnio udzielał się również Walker. Widać zatem, że goście znają się nie od wczoraj, z niejednego pieca chleb jedli, spalili razem kilka gibonów, wychylili wspólnie kilka puszek. Wiedzą co to grindcore, a porównania z Nasum, Pig Destroyer czy Insect Warfare nie są im straszne.

„Results” to półgodzinny sztorm o sile dziesięć w skali Beauforta. Sztorm pełen nieustannych blastbeatów, urywających łeb riffów i plujących flakami wokaliz. W tych jedenastu numerach zaspokojenie znajdzie każdy słuchacz szukający silnych wrażeń i muzycznego trzęsienia ziemi. Od pierwszych sekund nie ma zmiłuj. Walker próbuje przebić membrany swoich bębnów, wali tak szybko i tak mocno, że chyba nie można już bardziej. Każda zmiana tempa przy prędkości bolidu formuły 1 wiąże się z przetrąconym kręgosłupem. Gitarowy huragan wali nami o ścianę, tak że nie sposób zachować oddech i przytomność. Po przesłuchaniu całej płyty nie pozostaje nic, jak zebrać grzecznie zęby z podłogi i prosić o kolejną porcję bezlitosnego, ale sprawiającego jaką przyjemność lania.

Skrajnie intensywny i gwałtowny charakter tej płyty, której tempo można porównać do ponaddźwiękowego myśliwca, jest jej największym atutem. Trudno usiedzieć na czterech literach, kiedy ten kapitalny kwintet z Kalifornii wprawia ziemię w drżenia. Tylko ostatnie minuty zamykającej kompozycji „Resultados” dają odrobinę oddechu. Zespół zwalnia o kilka uderzeń na minutę, odpływając w schizofreniczny świat dźwięków z innej planety. Mimo to, prawda pozostaje jedna: wszystko jest grindcorem.

 

Adam Drzewucki