MR. DEATH – Death Suits You (Agonia Records)

Rezydujący w Sztokholmie Mr. Death łyka pewnie jakieś proszki na pobudzenie, bo jeszcze nie wystygła farba drukarska na debiutanckim “Detached From Life”, a zespół już przygotował kolejny mini album z premierowymi pieśniami o śmierci.

Trudno oczekiwać, żeby muzycy, którzy kładli podwaliny pod szwedzki death metal (udzielając się min. w formacjach Treblinka, Tiamat czy Expulsion) zaczęli tworzyć ballady w stylu A-HA czy Roxette. Dlatego bez wahania i z ze spokojem skonsumowałem najnowsze mini Skandynawów. I wiecie co? W sumie, rozczarowałem się. Miło, należy dodać. Bo o ile debiutancki album to kawał rasowego grzańska, o tyle najnowsze mini to bezkompromisowy powrót do korzeni, zajebiste riffy i wyraziste aranżajce. Nie mam wątpliwości, że zespół rozkręca się z miesiąca na miesiąc i w swojej repetycji dźwięków minionych poczynił ogromne postępy. Jeśli ktoś czeka na kolejny album Death Breath czy Entombed, powinien zaopatrzyć się w „Death Suits You”, bo dokładnie po linii „Wolverine Blues” toczy się ta muzyka. Brudne, zeszmacone brzmienie, celowa rezygnacja ze stereofonicznej przestrzeni na rzecz surowego, analogowego miksu, dudniąca sekcja i gryzące gitary. W dodatku, zamiast przesadnie słodkiej melodyki, która czasami u tuzów szwedzkiego grania mnie lekko raziła, mamy tu dokładnie wyważone proporcje między hałasem a chwytliwością. Zespół zadbał o   aranże, doskonale łącząc typowo old schoolowe patenty rytmiczne, stare blasty z nowoczesnymi zagrywkami. Słucha się tego przednio i co ciekawe, mimo lejącej się surowizny, utwory bardzo łatwo zapamiętać. Zestaw składa się z sześciu pieśni, wśród których wyróżnił bym „Celestial Suffering” (otwierający, grobowy beat miażdży głowę i nie pozostawia wątpliwości, co do intencji zespołu…), choć takim atakom jak „March To The Dark”, „Curse Of The Madness” czy „Strandead” także niczego nie brakuje. Cholernie zdyscyplinowane granie, dogłębna znajomość historii metalu i przeświadczenie, że w 2010 roku taka muza może się jeszcze podobać. Dwadzieścia minut marszu w stronę ciemności.

Arek Lerch 5