MR DEATH – Descending Through Ashes (Agonia Rec.)

Mr Death z płyty na płytę przejawia coraz większą skuteczność w produkowaniu dźwięków zaskakująco włażących w głowę. Najnowszym dziełem szwedzki ansambl w pełni zapracował na swoją – bądź co bądź – zarozumiałą nazwę. Słuchając „Decscending Through Ashes” nie wyobrażam sobie lepszej nazwy dla zespołu. Proszę państwa – Śmierć w najokazalszej postaci.

Zamiast owijać w bawełnę, walimy prosto z mostu, bo i muzyka Mr. Death nie należy do tworów zbyt przeintelektualizowanych. Po lekturze płyty poczujecie się brudni, w ustach będziecie mieli smak zgnilizny a w nosie zatęchły „stencz” piwnicy. No i wszystko jasne – Śmierć hołduje starej szkole death metalowego łojenia, z szwedzkim rodowodem. Te riffy  i toporne blasty mogły równie dobrze powstać z 15 lat temu. No i to BRZMIENIE! Coraz częściej udaje się zespołom nawiązać do klasyki sprzed lat, jednak sztuką jest połączyć nowoczesne, selektywne ustawienie instrumentów z zatykającym dech w piersiach, gryzącym wygarem. „Descending…” brzmi tak syfiaście, że usta same się wykrzywiają. Te potężne uderzenia perkusji, omszałe riffy i wrzask wokalisty to miód na uszy ortodoksów, dla których pierwsze, nieudolne próby Nihilist są niepokonanym do dzisiaj ideałem. Nie ma tu specjalnego kombinowania, muzyka jest maksymalnie prosta, ukierunkowana na straszliwy wyziew, bolesne kopanie w krocze. To apoteoza klasycznego, szwedzkiego death metalu, odartego z całego niepotrzebnego blichtru i melodyjek rodem z knajpy. Nic dodać, niczego nie analizować, słuchać, chlać piwsko i machać łbem. Reformacja death metalowego kościoła jest prosta – wywalamy niepotrzebne obiekty kultu, likwidujemy święte obrazki, zostawiamy samą esencję. Amen.

Arek Lerch 6