MOTOROWL – Om Generator (Century Media)

Stale rosnąca moda na oldskulowy rock prosto z trzewi i jego gatunkowe odchyły nie dziwi chyba nikogo. Zaskakuje za to niespodziewana popularność niektórych z nich. Niesamowitym jest, jak łatwo można zaspokoić głód dźwięków swą istotę opierających na artystach, którym do narkotycznego, nieomal psychodelicznego riffowania wystarczy jeden mach, łyk bourbona i kilkudziesięcioletni Marshall. Znacie Blues Pills? Głupie pytanie, wszyscy znają. Niby czwórka niepozornych młodych ludzi do szczęścia potrzebujących jedynie rozciągniętych koszul w kwiaty, a dzisiaj absolutna – jeśli chodzi o popularność – czołówka grania w konwencji przebojów lat 70. i 80. Oprócz nich karty rozdaje chociażby smagający sążnistymi melodiami Witchcraft albo (zupełnie z innej perspektywy spoglądając) szwedzkie Tribulation. A gdzieś, w nieodwiedzanych przez nikogo, ciemnych zakątkach Bawarii, swojego rocka od paru wiosen kują młodzieńcy z Motorowl. Czy w morzu formacji parających się oldskulowym graniem są stanie zaprezentować coś odświeżającego tudzież niespotykanego?

A skąd! Ale za to klasa ich piosenek w żadnym wypadku nie rości sobie praw do bycia mniej interesującą od wspomnianych już Blues Pills czy Witchcraft. Żeby uściślić: Motorowl to absolutni debiutanci. Zespół, którego członkowie dopiero od niedawna z czystym sumieniem mogą spożywać napoje wysokoprocentowe, ale nie poprzestają na samym alkoholu. Do diety już dawno temu włączyli nieokiełznane LSD, czego jedynie kompletny ignorant nie wychwyci. Dokładnie tak, bo hard rockowe przeboje, jakimi usłane jest „Om Generator” skutecznie wzbogacone odrobiną stonerowego brudu, pozornej toporności i niesłychanie urokliwej psychodelii. Może nie takiej na miarę najbardziej odjechanych krążków The Cure, ale c’mon… Kategorie wagowe i proporcje materiałów zupełnie inne. Jakim cudem ci młodzieńcy z twarzami równie zagubionymi, co nieokrzesanymi załapali kontakt z Century Media?! Czyżby ludzie z wytwórni dostrzegli potencjał w niezbyt oryginalnej propozycji muzycznej Niemców? Zapewne tak. W dobie jakiejkolwiek mody trzeba korzystać dopóty, dopóki rzeczona nie trafi z hukiem na zardzewiały, wykpiwany śmietnik. A potrafi być to aż nazbyt bolesny, pozbawiony gracji upadek. Kto dzisiaj słucha jeszcze symfonicznego blacku? Egzystują na tym ziemskim łez padole jednostki, które cenią twórczość Theatre of Tragedy. No właśnie.m-band

Niezależnie jednak od mody, Motorowl słucha się bardzo przyjemnie. Bo „Om Generator” to kopalnia hitów dla każdego wielbiciela oldskulowego rocka w swej najbardziej dosadnej i przekonującej formie. Nie wierzycie? No to uściśnijcie swe rączki i pocznijcie wycinać oberka w rytm jurnego, cholernie chwytliwego, stanowiącego istotę hard rocka „White Horse”. A może nieco wznioślejszy, okraszony zabawą rytmem utwór tytułowy, przy którym skojarzenia wokalne wyraźnie biegną w stronę Darona Malakiana z System of a Down. Zresztą, słuchajcie sami, a gdy dotrzecie już do szalenie imponującej wymiany solówek po linii gitara-klawisz w pierwszej części wysokooktanowego „The Highest City”, zwyczajnie podziękujcie.

I z tego miejsca ja dziękuję chłopakom z Motorowl. Bo w życiu nie pomyślałbym, że dam radę ulec jakiejkolwiek kapeli z tego nurtu, a tu proszę. LSD może wszystko, bourbon też, jak widać. Wprowadzić do szkół w trybie obowiązkowym!

Łukasz Brzozowski

Cztery i pół