MOROWE – Piekło Labirynty Diabły (Witching Hour)

Morowe to projekt, który nobilituje black metal do rangi sztuki nie tylko prowokacyjnej.  Prowokacja, owszem, jest, ale jedynie w stosunku do standardowego myślenia o czarnym metalu jako wyścigu z samym diabłem. A i tego dżentelmena tu nie brakuje.

Przyznam się z pewną dozą złośliwości – już kilka lat temu wiedziałem, że wszystko, co wyjdzie z kręgu Let The World Burn , będzie niebanalne i wyprzedzające krajową scenę. Teraz, kiedy niektóre, kolorowe pisemka udają, że zawsze wierzyły w Nihila i jego projekty, mogę pozwolić sobie na kpiarski uśmiech. Morowe to kolejny, jaskrawy przykład, że black metal może mieć wiele twarzy. Tym razem, po brutalnych wyziewach MasseMord i nie mniej agresywnych pracach Furii, przyszedł czas na bodaj najbardziej klimatyczne dzieło, w którym maczał palce wiece utalentowany i jeszcze bardziej odjechany von Nihil. Co takiego specyficznego czai się pod nazwą Morowe? Niewątpliwie nadal mamy do czynienia z kompozycyjnie czystym black metalem. Jedynie aranżacyjne zabiegi powodują, że riffy, pamiętające czasy Celtic Frost z jednej strony i kłaniające się Skandynawii z drugiej, ujęte zostają w inne niż wydawać by sie mogło klamry. Ogólnie Morowe rozgrywa swoją muzykę w wolnych tempach, stroni od szybkości, nasączając muzykę miarowym, mielącym pulsem, co nadaje dźwiękom hipnotycznego charakteru. Pierwsza z brzegu „Komenda” to przykład sztandarowy, na wolno kroczącej sekcji oparty został norweski riff, ubrany w ciekawe ozdobniki, miejscami rozmachem przypominające czasy świetności Arcturus. Jednak w przypadku Morowe mamy do czynienia ze zdecydowanie bardziej ascetyczną formą. Jeszcze bardziej dołująco robi się w „Czas Trwanie Zatrzymać”, gdzie kompozycja, opierająca się na niemal blues’owym schemacie wprawia słuchacza w trans. Najlepsze na płycie kawałki kryją się w drugiej części płyty. Dla piszącego te słowa apogeum następuje w mrocznej symfonii „Jego Oblicza” – zło, dymiąca fabryka, spalony kościół… A potem „Głęboko Pod Ziemią”, z niesamowitymi riffami i harmoniami, chwytającymi za gardło tak, że człowiek traci oddech. Na osobny elaborat zasługują polskojęzyczne teksy, w zasadzie manifesty, obdarte ze zbędnych fraz a jednak bardzo poetyckie. Zawierają dokładnie te słowa, które potrzebne są, by stworzyć klimat. Miażdżący, depresyjny i jakże pasujący do zespołu. Jest w tych zwrotach coś specyficznego, jakiś posmak śląskiej ziemi, coś, co od razu pozwala skojarzyć autorów. Dawno nie spotkałem tak dobrze dopasowanych do muzyki słów. Ciągle jeszcze czuję niesamowity chłód w duszy. Po Lost Soul, Morowe to najlepsza rzecz, wypuszczona przez Witching Hour… Nie wspominam o bombastycznym wydaniu płyty, bo to chyba najlepszy sposób walki z piractwem. Takie wydanie na półce to skarb i nie ma w tych słowach żadnej, taniej agitacji…

Arek Lerch 6