MORIAH WOODS – The Road To Some Strange Forest

Moriah Woods zrobiła w Polsce karierę. Na szczęście, nie muszę pisać, że opartą głównie na pochodzeniu, bo przywiozła ze sobą nie tylko klimat peryferyjnej Ameryki, ale także świetny głos i ten charakterystyczny dryg do komponowania muzyki przesiąkniętej amerykańskim duchem i mrokiem. Teraz za sprawą solowej płyty powraca do korzeni jeszcze bardziej.

Ubiegłoroczny debiut The Feral Trees zwiastował coś dużego. Czy wszystko wyszło? Płyta została nieźle przyjęta, były koncerty, będzie zapewne i kontynuacja świetnie rozpoczętej drogi. Na razie jednak Moriah powraca z solową płytą, na szczęście, to nie tylko gitara ale także basik i bębenki, dzięki czemu owa folkowa nuta dostaje lekkiego kopniaka i oddala się od typowej songwriterki. Najprostszy opis tej płyty powinien brzmieć: spokojniejszy cień The Feral Trees. Wiem, że to banalne, ale maniera wokalna Moriah, charakterystyczna melodyka (własny styl, mówiąc krótko…) nie pozwalają zapomnieć, z kim mamy do czynienia. I będę się tego czepiał – prowadzenie linii wokalnych, aranżacje, puls. Jasne, brakuje przesterowanej gitary Grzegorza Napory, który dodaje ciężaru w Feralach. Tu dominuje akustyka, przestrzeń, spokój i melancholia. Podana w kilku różnych odcieniach.13528965_1832742150288962_4790314864512331431_n

Rządzą oczywiście akustyczne gitary, bluesowo – folkowe powiewy i smutek. Sentymentalny „The Fall”, powoduje, że mam ochotę usiąść na ganku, ale mam tylko zagracony balkon… Podobnie jest w „Ghosts of the Past” i „The Road”. Tu najbardziej ujawnia się natura Moriah, z tym wielkim ukłonem w stronę Joni Mitchel chociażby. Równie tradycyjny jest „Many More Will Follow” – zamykamy oczy i lądujemy gdzieś na pustynnej drodze w zabitej dechami części USA. Faktycznie, jest sugestywnie. Jeśli jednak wolimy coś mocniejszego, to zapraszam do lektury mocno „feralizujących” „Breaking Through”, „The Serpent” a na deser zostawmy sobie najlepszy na płycie „Some Strange Forest” – mroczny, lekko przybrudzony przesterowanym brzmieniem, w jakiś sposób tajemniczy utwór. Taki zestaw… Co najbardziej urzeka? Może oszczędność w stosowaniu środków. Dominuje głos i akustyczne gitary, czasami pojawi się bajno. Jeśli sekcja, to lekko wycofana, podkreślająca kompozycje, bez zagłuszania. Tu nikt nie gra rocka; liczy się klimat, przestrzeń i tęsknota za wolnością. Wychodzi z tych nagrań prawdziwa Moriah – hipiska, niespokojny duch, wagabunda z gitarą w łapie. Jasne, nie ma takiej siły rażenia jak The Feral Trees, ale jest wystarczająco hipnotyczne by dać się zauroczyć.

Płyta The Road To Some Strange Forest nie jest może specjalnie oryginalna, ale porównaniu z produktami będącymi – wiadomych powodów – jedynie podróbkami, przekonuje autentyzmem. Nie jest to muza na każdy moment, ale przy odrobinie romantycznego nastawienia, można się pobujać. Daję jej cztery i pół westchnienia.

Arek Lerch

Cztery i pół