MORD’A’STIGMATA – Our Hearts Slow Down (Pagan Records)

Dyskusje o gustach mają zazwyczaj kształt słownych przepychanek, z których nie wynika więcej niż kilka siniaków. No bo cóż może mi dać udowodnienie oponentom, że oto mój gust, moje zdanie jest lepsze, mądrzejsze, bardziej oświecone niż słowa przeciw, z którymi staję w szranki. Nic. Zero. Właściwie to tylko odrobinę złudnej satysfakcji, z której wynika co wyżej. Dlaczego serwuję Wam te rozważania przy okazji nowej porcji muzyki z obozu Mord’a’Stigmata? Powód jest banalny. Jestem pewien tego, że materiał wzbudzi dużo emocji i gorących dyskusji na temat poszukiwań, które uprawia ekipa Static’a i wiem, że w gruncie rzeczy dyskusje te sprowadzą się do kwestii tak banalnej jak właśnie gust. Można ten zespół lubić, można mieć zdanie zgoła odmienne, ale po przesłuchaniu „Our Hearts Slow Down” obiektywnie trzeba stwierdzić jedno – chyba nikt znając tylko ich debiutancką płytę nie przewidział tego jak rozwinie się formuła Mord’a’Stigmata…

Zmiany jakie zaszły w Mord’a’Stigmata od czasu debiutanckiego “Uberrealistic” są co najmniej zaskakujące. Prawdę mówiąc, mimo tego, że najnowsze wydawnictwa grupy bardzo celnie trafiają w rejony moich muzycznych fascynacji, trochę żałuję tego, że zespół zaprzestał poszukiwań w kierunku z debiutanckiej płyty. Oczywiście, ględzenie o tym co by było gdyby nie jest meritum tego tekstu. Powodem dla którego twórcy jednej z ciekawszych płyt 2013 roku po raz kolejny goszczą na naszych łamach jest moim zdaniem równie ciekawa, nowa ep-ka grupy czyli „Our Hearts Slow Down”.

Trzy nowe utwory jakie wypełniają płytę to w sumie całkiem śmiały skok w bok, który moim zdaniem przedstawia zespół nie w świetle a w cieniu, które to miejsce jest zgoła ciekawym i wartym odwiedzenia. Przywołując z pamięci doskonały koncert jaki miałem przyjemność oglądać podczas ubiegłorocznej trasy z Morowe, wiem, że ciemność i cień to w Mord’a’Stigmata rzeczy bardzo ważne. Niemal tak samo jako zamykające osobowość w mikro otchłani spuszczone na twarz czarne kaptury. Trzy nowe numery jakie przygotował zespół to dźwiękowa eksploracja cienia i otchłani w jednym. Prawdę mówiąc, jestem trochę zaskoczony formą w jakiej nurza się dziś M’a’S. Tą lepką zawiesiną łączącą strach nocnych koszmarów i mantrycznie-transową ścieżkę dźwiękową dziwnego rytuału.Our Hearts...

Otwierający materiał, doskonały, „The Mantra of Anguish” na pierwszy rzut uchem wydaje się być kontynuacją poprzedniego wydawnictwa grupy. O ile jednak Ansia stawiała na dość mocne i wyraziste akcenty uwydatniając je ciężarem to kompozycja ta płynie gdzieś na granicy mrocznego cienia, ale chyba nikt o zdrowych zmysłach nie powie, że jest to nadal black metal. A może jednak jest? Lubię gdy muzyka zabija chwilę i staje się czymś więcej niż tylko nudnym przerywnikiem między obiadem a kolacją. „Our Hearts Slow Down” to niewiele ponad pół godzinna wycieczka w wysoce niepokojące rejony. Muzycznie jest to w dużym stopniu granie bardzo symptomatyczne dla wyrosłego z okolic sceny black metalowej nurtu zespołów poszukujących, ale też traktujące hasła takie jak metal, rock, trans, mrok z dużym dystansem, nadając im inne bardziej otwarte brzmienie.

Wiem, że zabrzmi to strasznie banalnie, ale jeśli szukacie w muzyce mroku, który sprawia, że świat zaczyna tonąć w cieniu, nowy materiał M’a’S będzie dla Was swoistym objawieniem. Jest to dzieło mniej oczywiste i bardziej subtelne niż „Ansia”, ale osobiście nie obrażę się jeśli kolejny LP będzie kontynuacją tej właśnie drogi. Pierwszy krok został wykonany.

Dziękuję za uwagę.

Wiesław Czajkowski

Pięć i pół