MOONSPELL – Alpha Noir (Napalm Records)

Choć Portugalczycy są najlepiej kojarzeni z wczesnymi płytami, takimi jak „Wolfheart” czy „Irreligious”, których wampiryczno-gotycko-blackmetalowy charakter uwiódł wielu słuchaczy, nowsze wydawnictwa także prezentują bardzo solidny kompozycyjny kunszt i oddanie metalowym tradycjom. „Alpha Noir” to dziesiąty długograj lizbońskiej kapeli, która swą krucjatę rozpoczęła już dwie dekady temu.

Okres miękkich, wpadających w ucho, ckliwych płyt („The Butterfly Effect” czy „Memorial”) Moonspell ma dawno za sobą. Kawałki zawarte na „Alpha Noir” to metal pełną gębą. Właściwie nie pojawiają się melodyjne partie wokalne. Fernando Ribeiro drze ryja równo przez czterdzieści minut. Choć są tu dobrze znane z wcześniejszych płyt klawiszowe tła, numery oparte są przede wszystkim o konkretne i ciężkie riffy, których nie powstydziliby się choćby Rotting Christ czy Samael za najlepszych lat.

„Versus”, „Em Nome Do Medo” czy „Opera Carne” to kawałki, które jednocześnie posiadają przebojowy potencjał i agresywną wybuchowość. Kapela postanowiła zdecydowanie wrócić do korzeni. Podobnie, jak na wydanej w 2008 roku „Night Eternal”, znalazło się tu wiele bezpośrednich, mocnych kawałków, których w żadnym wypadku nie można nazwać balladami. Nie jest to death metal, ale muzyka dla maminsynków także nie.

Co najważniejsze, album jest bardzo spójny. Numery lecą jeden po drugim, każdy jest idealnie pasującym elementem układanki. Szybkie tempo, bez akustycznych wstępów czy zbędnych dodatków. „Love is Blasphemy” czy „Grandstand” to mroczne, przygniatające hymny, które wraz z całą zawartością „Alpha Noir”, należą do najlepszych momentów w całej, bogatej dyskografii Moonspell.

Adam Drzewucki