MOON – Lucifer’s Horns (Witching Hour)

Po dekadzie milczenia Cezar wyskoczył z reanimację Moon niczym przysłowiowy diabeł z pudełka. Po dokooptowaniu do składu kilku zapaleńców, którzy na krajowym podwórku już co nieco osiągnęli, na trzeci opus księżycowej załogi nie trzeba było długo czekać. Ale było warto, aby zmierzyć się z cuchnącymi siarką rogami Lucyfera.

Płytę otwiera dość zachowawcze intro, dzięki któremu drugi na liście kawałek tytułowy nabiera piekielnej mocy, mimo mięsistego brzmienia i nieco morbidowego charakteru. Nad wszystkim naturalnie panuje Cezar, wypluwając diabelską zawartość trzewi wraz z kolejnymi wersami. W charakterystyczny black/death metalowy konglomerat jadowitych riffów wkrada się to, co wyrwało mi zęby na ‚Demonology’ rekultywowanego Christ Agony – wspomniane już zagrywki nawiązujące do bogów z Tampy, walące kudłatą pięścią prosto w pysk w ‚Summoning of Demons’ czy końcówce ‚Confined in Heaven’. W przeważającej części jest jednak szybko, a Wizun ma szansę pokazać pełną gamę swoich umiejętności w galopujących blastach ‚Torches Begin to Burn’ czy ‚Night of Serpent’. Do tego dorzucić trzeba kilka naprawdę fajnych solosów Gonthy’ego (np. zabawa z arpeggiami w ‚Night of Serpent’, charakterystyczne dla gatunku harce z wajchą w ‚Summoning of Demons’ czy dość klimatyczne zabawy z gryfem w ‚Torches Begin to Burn’). Fajnie wypadają także polskojęzyczne, w moim odczuciu skręcające bardziej w stronę czarciego metalu, perełki – ‚Czarny horyzont’ oraz ‚Zwiastowanie ognia’. Dociekliwi będą mieli się w co wsłuchiwać. Na deser prezent dla tych, którzy z Moon są od 1997 roku – niespełna dwie minuty odświeżonego ‚Daemon’s Heart’, które urwą wam worek mosznowy razem z fają bez pytania o pozwolenie. Minęło 13 lat od momentu wydania tego numeru, a on nie tylko nie stracił na mocy, co idealnie wpisuje się w ‚nową’ formę Moon. Na ‚Lucifer’s Horns’ nie ma ani krztyny kombinowania. Zresztą nie do tego przyzwyczaił nas Cezar w tym projekcie – jest dokładnie tak, jak na ‚Daemon’s Heart’ i ‚Satan’s Wept’: surowo, piekielnie i bezkompromisowo. Moon po prostu nie stawia pytań, tylko wypluwa z siebie manifest diabelskiej przynależności, przypominając niedowiarkom o tym, że ciągle należą do ścisłej krajowej czołówki gatunku.

Dooban 5