MOJA ADRENALINA – Y Dopatrzenia

Singiel, tylko niecałe trzy minuty, ale jakaż radość z powrotu zespołu, który nadal pokazuje, że łamanie dźwięków to sztuka, która może być nową jakością na polskiej scenie muzycznej.

Po wydaniu debiutanckiego krążka „Nietoleruję – Biję” grupa odeszła w zapomnienie. Karol Ludew pogrywał w Neumie, w końcu wyjechał studiować perkusyjną sztukę za ocean. Teraz wracają, grają rewelacyjne koncerty i własnym sumptem wydali singielek z kompozycją, która pokazuje przynajmniej zręby nowego kierunku, w jakim podąża muzyka zespołu. Jest bardziej płynnie, klarownie, przestrzennie. Mniej szarpaniny, więcej naturalnego lotu, oczywiście w podziałach, których nie sposób ogarnąć bez kalkulatora. Dadaistycznemu tekstowi towarzyszy matematycznie wyliczona rytmika, precyzyjnie odmierzająca kolejne takty, podtrzymująca rozedrgany riff, przechodzący co i rusz w noise, awangardę a także niebanalne popisy, bo umiejętności muzykom nie brakuje. Maniera wokalisty, którego „schiz” obrósł już legendą, ciąży wyraźnie w stronę nieco aktorskiej interpretacji, co dodaje muzyce zespołu jeszcze większej plastyczności. Słuchając tego utworu można zacząć już przebierać nogami, bo jeśli wszystko pójdzie w tym kierunku, otrzymamy płytę rewelacyjną. Trudno przewidywać, co będzie dalej, bo Moja Adrenalina to zespół szalony, mam jednak nadzieję, że wszystko zakończy się dla nas, słuchaczy pomyślnie. Idźcie na koncert i kupujcie tego singla, nie pożałujecie. Agitacja? A może i tak, jednak nie zmierzam bawić się w hipokrytę, udającego obiektywnego dziennikarza. Nie jestem obiektywny, kiedy słucham takiej ,wyrywającej z butów muzyki. I dobrze mi z tym…

Arek Lerch 6