MNODA – Materiał Archiwalny

Nieuchronnie powracają lata 90 – te. Na każdym kroku można potknąć się o zespoły, które mając dość metalu, triggerów i komputerów, nisko kłaniają się czasom, kiedy granie dobrej muzyki było sztuką. W przeciwieństwie do ostatniej dekady, gdy owa sztuka została zastąpiona syntetycznym do wyrzygania, skodyfikowanym opakowaniem brzmieniowym. Mnoda sięga odważnie wstecz reanimując punk rocka figlarnego, z mocnym, kabaretowo – jazzowym posmakiem.

Miałem okazję usłyszeć chłopaków na żywo i trzeba przyznać, że tytuł ich debiutanckiego i wydanego własnym sumptem materiału jest jak najbardziej adekwatny do sytuacji – nie ma już saksofonu, przez co muzyka tria jeszcze bardziej zbliża się do jednego z eksplorowanych terytoriów, czyli noise rocka. Jeden element pozostał jednak niezmienny – kabaretowe zacięcie, które szczególnie na płytce jest mocno zaakcentowane. Zespół w swoich nagraniach zderza cyrkową poetykę, lekko zmanierowane wokale i punk rocka zaaranżowanego na jazzowo. Fakt, że w nagraniach za ów ostatni element odpowiada w dużej mierze saksofonista niczego nie umniejsza pozostałej trójce. Hitem płytki jest otwierający ją „Hardkor”, gdzie pokręconej grze i lekko schizolskiej gitarze towarzyszy dość złośliwy tekst, który – jak mniemam – piętnuje wszystkie grupy, które nie bacząc na własną wiarygodność, ciągle „szukają” swojej tożsamości. W wielu miejscach zespół zderza się z awangardą („Syndrom Hejnalisty” czy absurdalna „Polka Galopka”), jest wreszcie ów akcentowany już noise w „Hare Allin”.

Zespół w dość zaskakujący sposób zestawia na swojej płycie wczesne poszukiwania NoMeansNo z krajowymi gigantami noise lat 90 – tych czyli Ewą Braun, zanurzając wszystko w rozrywkowym klimacie zapomnianych już nieco Dog Faced Hermans. Na szczęście, znajduje w tej gmatwaninie swoją tożsamość i co najważniejsze – dobrze się przy tym bawi.

Ponoć powstaje już nowy materiał, który z uwagi na kapryśny charakter muzyków (wnioskuję z produkowanych dźwięków…) może mocno zaskoczyć. Czego i im i sobie życzę.

Arek Lerch   

Cztery i pół