MINORITY – Stand Strong (Spook Records)

Polski hard core to fenomen. Nigdzie na świecie nie ma chyba tak rozbuchanego środowiska. Nigdzie nie ma też tak radykalnego i zdeklarowanego przywiązania do hardcore’owych korzeni. Przykładem takiej postawy jest śląski Minority. Jeśli chcecie bardzo szybko przejść kurs pt. „Czym jest hardcore?”, spokojnie sięgajcie po „Stand Strong”.

Od czasu wydania w 2009 roku płyty „Rise Up” sporo się zmieniło. Sporo i nic jednocześnie. To wciąż stary, dobry Minority. Tyle, że o ile poprzednia płyta była czymś w rodzaju egzaminu gimnazjalnego, to teraz mamy do czynienia z dobrze zdaną maturą.

Co pozostało bez zmian? Charakter, nastawienie i gatunkowy purytanizm. Cały czas potężne łojenie w najlepszej, klasycznej formie. Szybkie galopady przeplatane są jednak częściej bardzo mocnymi downbeatami, jest trochę nowojorskich gitar i polskiego czadu. Zmiany? Wszystko jest bardziej… masywne, poważniejsze. Mniej radości, więcej zajadłości. Z młodzieńców narwanych zespół zmienił się w świadomy swoich możliwości kolektyw, który sygnalizuje nastawienie ciemniejszą barwą nagrań i stosowną dawką brudu, zalegającego na riffach. Być może jedynym elementem, który bezpośrednio łączy nowy zespół z przeszłością jest rysowana okładka. Grupa stawia na proste rozwiązania, serwując dawkę czadu w najlepszej, nowojorskiej tradycji, czasami aż nazbyt oczywistą (mocno madball’owy „Poisoned Words”), ale zawsze smakowicie podaną. Tu nie ma miejsca na jakieś niespodzianki, zaskoczenia czy wycieczki w nieznane rejony. Wręcz przeciwnie, zespół obrabia „znane i lubiane” tematy, nie zaprzątając sobie głowy nowinkami, choć byłbym niesprawiedliwy, odmawiając im sporej sprawności wykonawczej. Być może dla kogoś taka odmiana hardcore’a w dobie screamo, djentu czy z drugiej strony dark crust core’a, może wydawać się niepotrzebnym odgrzewaniem kotleta, jednak czasami, wśród tych wszystkich wynalazków, taka ostoja tradycji może działać niczym swoista, duchowa terapia. Nie odkrywam na „Stand Strong” niczego, czego już nie słyszałem, ale zajadłość i pasja, jaką czuję w każdym dźwięku, bardzo mi się podobają i jeszcze długo zespół będzie soundtrackiem do mozolnego budzenia się rankiem do życia.

Czego to dowodzi? Pewnie tego, że jestem stary. A może po prostu klasy Minority… Tak trzymać, załogo…

Arek Lerch